Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 października 2025

Ignacy Krasicki - "książę poetów"

Portret Ignacego Krasickiego pędzla 
Per Kraffta (starszego) z ok. 1767 roku.

Ignacy Błażej Franciszek Krasicki herbu Rogala (ur. 3 lutego 1735 w Dubiecku, zm. 14 marca 1801 w Berlinie) – biskup warmiński od 1767, arcybiskup gnieźnieński od 1795, książę sambijski, hrabia Świętego Cesarstwa Rzymskiego, prezydent Trybunału Głównego Koronnego w Lublinie w 1765, proboszcz przemyski, kustosz kapituły katedralnej lwowskiej w 1765 roku, poeta, prozaik, publicysta i encyklopedysta, kawaler maltański zaszczycony Krzyżem Devotionis[4], mianowany biskupem tytularnym Verinopolis w 1766 roku. Prymas Polski od 1795 r. aż do śmierci. Jeden z głównych przedstawicieli polskiego oświecenia. Nazywany „księciem poetów polskich”.
Jako biskup warmiński (stąd pseudonim X.B.W. – książę biskup warmiński) z rozmachem urządzał swoje rezydencje w Lidzbarku Warmińskim i Smolajnach. Z racji pełnionej funkcji zasiadał w Senacie Rzeczypospolitej.
W roku 1781 wydał nakładem drukarni Michała Grölla w Warszawie 2-tomowy Zbiór potrzebniejszych wiadomości, trzecią po Inventores rerum Jana Protasowicza i Nowych Atenach polską encyklopedię powszechną. Jest również autorem dzieła uznawanego za pierwszą polską powieść (Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki). Tworzył głównie bajki, satyry i poematy heroikomiczne.


Ignacy Krasicki.
Ryt. A. Oleszczyński. 



wtorek, 30 września 2025

Promieniowanie kultury polskiej - Moskwa XVI i XVII wieku (A. Brückner)

Święty Dymitr Rostowski.


Promieniowanie kultury polskiej - Moskwa XVI i XVII wieku.
(Dzieje kultury polskiej, A. Brückner)..

Nierównie efektowniejszy, za to nierównie mniej trwały był wpływ kultury polskiej na Moskwę. Zawiodły wprawdzie nadzieje, które konkwistadorów polskich wiodły za Samozwańcem do „białokamiennej”. Zdumieni Polacy ujrzeli przed sobą dorosłych wiekiem, dzieci umysłem, nic nie wiedzących o Bożym świecie poza swymi murami chińskimi, chytrych prostaków, obłudnych i kłamliwych, nieufnych i zdradzieckich, w szatach niby z obrazów średniowiecznych, bez kobiet (bo strzeżonych w zaciszu domowym), bez sztuki czytania i pisania, bez muzyki, rzeźbiarstwa, druku, bez aptek i lekarzy, różniących się od Tatarów chrześcijaństwem powierzchownym, przesądnym, brzydzących się katolikiem jak psem (po obu należało cerkiew oczyszczać), spodlonych do służalstwa, a zarozumiałych do śmiechu — opisali ich znakomicie Pielgrzymowski, Niemojewski i inni. Moskwa znowu gorszyła się orszakiem Samozwańca, muzyką, maszkarami, niezakrywaniem międzynoża, goleniem brody, pożywaniem cielęciny i innych „nieczystości”, niewchodzeniem do łaźni po akcie, co wszystko przeświadczyło ją o nieprawości Samozwańca i rozjuszyło przeciw obcym, opadniętym znienacka i albo wymordowanym, albo obłupionym i więzionym latami: cały szereg dzieł polskich powstał w zamknieniu moskiewskim. Chwilowa silna reakcja . pogrążyła Moskwę w ciemnościach azyjskich, ale raz powzięty kontakt z Europą działał powoli swoje; nie można się już było obchodzić, jak Tatarzy, bez zbroi europejskiej, wojska zaciężnego, handlu angielskiego, specjałów zamorskich (do których oprócz gorzałki wnet i tabak przystąpił), bez poselstw zagranicznych, bez szkoły i nauki, co w końcu powiodło do rozkolu — rozdarcia jednolitego dotąd narodu na starowierców, odtrącających wszelkie nowinki, zacofanych fanatyków, i na zwolenników „nowości” wszelakich. Dla nich była Polska pomostem upragnionym, Ruś polska i litewska (ta nazwa ogarniała i tamtą) była przyrodzoną pośredniczką między Azją i Europą. „Litwę” pokonała Moskwa orężem, ale „Litwa” zdobyła ją sobie kulturą. O materialnej, o napływie polskich malarzy, rzeźbiarzy, rękodzielników, była wyżej mowa, ale jeszcze szerszym pozostał zasięg polskiej książki, mowy, myśli. Nie znana była Moskwie beletrystyka, nie było powieści krom kilku ascetycznych i Aleksandrii; nie znane były dzieje powszechne, krom kilku kompilacji mniszych o dziejach starozakonnych i bizantyńskich; nie było żadnej nauki krom słów (kazań) o rzeczach wiary i przesądach (księgi jak gromowniki, trepetniki itd.); nie było wiedzy lekarskiej ani przyrodniczej; astronomia, matematyka itd. należały do jeliństwa, którego dla zbawienia duszy strzec się należało; nie byłoby też nigdzie sposobu do ich nabywania, bo szkoły prócz rózgi diakowskiej nie było, a druk był monopolem patriarszym. To wszystko odmieniało się powoli za rządów Aleksieja, syna głupiego Michała, za którego rządził ojciec-patriarcha, gdy się wydobył z niewoli polskiej. Ruś polska i litewska posiadała już szkoły, naukę, druki; była prawosławna i używała tego samego języka na piśmie, więc warunki wymiany, wpływów, zetknięcia były ułatwione i skorzystała z nich Moskwa, acz nie bez wahań i zastrzeżeń; najważniejsze było, że tylko niewielu na razie czerpało z tych źródeł. Dla Moskwy tłumaczyła Ruś beletrystykę ludową polską, Siedmiu mędrców, Powieści rzymskie, Meluzynę, Magielloną, Cesarza Ottona, Facecje i in.; tłumaczenia ruskie pozbawiały się polonizmów i nabierały w swojej wędrówce rysów językowych moskiewskich. Kroniki Marcina Bielskiego i Stryjkowskiego weszły do Moskwy; przyswoiła ona sobie i zielniki, i inne traktaty medyczne (nawet o wodach we Szkle); nie zawahała się przed legendami średniowiecznymi (Wielkiego zwierciadła) i traktatami ascetycznymi Drekseliusza i in. Niejedno ocalało u nich; np. w jedynym naszym egzemplarzu Postępku prawa czartowskiego (1570) brak początku — możemy go uzupełnić z siedmiu rękopisów tłumaczenia dosłownego moskiewskiego, a koniec średniowiecznego Dialogu o śmierci ocalał (w skróceniu) w trzech rękopisach moskiewskich. Na polu szkolnictwa wystąpiła najjawniej rola pośrednicząca Kijowa; łaciny wprost obawiało się sumienie prawosławne, ciążące ku grece obrzędowej, ale po wszelakich mniej udałych próbach przeszczepiono cały system szkół „litewskich” i kolegium kijowskiego do Moskwy. Wychodźcy litewscy zawładnęli sterem umysłowym w drukami patriarszej, czuwając nad nowymi księgami liturgicznymi, usuwając z nich błędy potworne i wszelakie dowolności, co się wkradły w ciągu wieków bez kontroli stosownej; sama nowa pisownia Iisus zamiast dawnego Isus wywołała w końcu straszną burzę, jak i składanie dwu czy trzech palców przy modlitwie. Szymon z Połocka został nadwornym niby poetą, nauczycielem dzieci carskich, rugował on swoim psałterzem Kochanowskiego, a układał wiersze sylabiczne — czy ascetyczne, czy na witania rocznic carskich. Najwyżej stanął pracą i nauką Dymitr Tuptalenko, później kanonizowany biskup rostowski, który stworzył Żywoty świętych (niby jak Skarga) i seminarium duchowne całkiem wedle wzorów kijowskich urządził. Oto najgłośniejsze imiona Litwinów i Czerkasów (tak Kozaków i Ukraińców chrzczono); po nich zasłynęli Teofan Prokopowicz, Jaworski i in.; uczniowie kijowskich szkół polskich, zagranicznych, którzy Piotrowi Wielkiemu służyli jako wykonawcy jego zamiarów, twórcy jego Reglamentu duchownego, spółbojownicy w walce z atawizmem moskiewskim. Uzupełniały te wpływy polskie na dworze cara Aleksieja i syna Fiodora, na dworze Zofii (opiekunki małoletnich Iwana i Piotra) i kniazia Golicyna, strój polski, stoły polskie, obyczaj polski, a chociaż Piotr W. niebawem nawę państwa w innym obrócił kierunku, do Holandii, Paryża, Wenecji, Wiednia wprost ją powiódł, pozostały do dziś w języku rosyjskim, już nie moskiewskim tylko, wyrazy świadczące o wpływie kulturalnym polskim, nawet wyrazy, które my sami dziś pozapominaliśmy, np. turma (wieża, tiurma), spina (z łaciny przez nasze pośrednictwo), kirka (nasze kircha, z niemieckiego); wyrazy z dziedziny stroju, pożywienia, budowli itd., np. panczecha, bułka (bitłocznik, piekarz), pokoi, risowat (rysować, rysunek itd.), rachowat', malewat' itd., a w dawnym języku, jeszcze Piotra W., było tych wyrazów o wiele więcej, np. szlacheckij, koruna itd.

piątek, 22 kwietnia 2022

Wpływy węgierskie w Polsce XVI i XVII wieku według Brücknera.

Kasper Bekesz (węg. Gáspár Békés de Kornyát oraz Kornyáti Bekes Gáspár, ur. 1520, zm. 7 listopada 1579 w Grodnie) – magnat węgierski, hrabia na Fogaraszu, pretendent do tronu w Siedmiogrodzie, podskarbi księcia Jana Zygmunta, dowódca węgierski w służbie Rzeczypospolitej

Wpływy węgierskie w Polsce XVI i XVII wieku 
(A. Brückner).

Węzły z Węgrami były ścisłe. Jeszcze panowali Jagiellonowie w Budzie, a żenił się Zygmunt z Barbarą Zapolyanką, nad której przedwczesną stratą i król, i naród bolał. Łączyła oba narody spólna służba wojskowa: służyli Polacy u Węgrów — taki Adam Czahrowski z drobiazgu, co się nawet w literaturze zbiorem niewybrednych wierszy zapisał (ułożył nawet dwuwiersz węgierski); przychodziło także do sporów, np. Węgier zarzucał Polkom, że są wszystkie nierządnice, na co Sienieński odparł: „nasze nierządnice rodzą cnotliwych synów; wasze cnotliwe Węgierki samych łotrów”. O Wągrach w służbie polskiej jeszcze więcej słychać, por. pamięć arianina Bekiesza w Wilnie, górę i wierszem, niby spowiedzią jego, uwieczniono. Ale i bez służby bawili Węgrzy w Polsce; pierwszy poeta węgierski, Walenty Balassi (1551—1594), dzielny żołnierz (Zamoyski wzywał go do zorganizowania hufca węgierskiego przeciw Turkom), przebywał wiele w Polsce, a w zbiorze jego wierszów (wydanych z jedynego odpisu w r. 1879) znachodzimy melodie polskie. I tak: nr 15, Do pszczół (z prośbą, by nie siadały na ustach kochanki) ma się śpiewać na polską nutę Byś ty wiedziała; na tę samą nutę i nr 22 (poeta przesyła jej sygnet z pelikanem: tak on gotów krew wylać); nr 50, o awanturze miłosnej wiedeńskiej, śpiewać na nutę polską A pod liesem (lasem?); nr 72 wiersz religijny: „pieśń polska od słowa do słowa i na tę sarnę melodię Blahoslaw (!) nas eta”; przy końcu wiersz o polskiej lutnistce, w której się gorąco rozkochał:
Zuzanna w mym sercu ogień ku sobie nieci,
Przez Kupida mnie w miłość wpędza;
Jej lice piękne
Jak piwonie świeże,
Jej jasny włos
Jak słońca promień
Albo żółtość szczerego złota;
Szczupła jej postać...
(tekst pierwszej zwrotki, ale o Zuzannie śpiewał on już w swej wiedeńskiej pieśni). Na koniec wiersz o jednym rymie, jakiś Versus latricanus (?), utwór do jakiejś kortyzanki Annuśki Budowskionki; między innymi pyta:
Jędrna Annuśko,
Czemu mi się srożysz...
Patrz, jak ochocze wszystkie, co tańczą itd.
Te pieśni, zdaje się, ogólnie tańcami były. Autor wymienia jakiegoś Malgrudiana (?), którego tłumaczy. Działali w Siedmiogrodzie jezuici polscy, np. ksiądz Wujek; właśnie z Siedmiogrodem łączyły naszych arian ścisłe stosunki wzajemne. Obok wyznaniowych były i inne: siedmiogrodzkie konie (sekiel farbowany) i prasy winne były u nas znane.
Silniejsze nierównie były wpływy, co od nas do nich szły. Kraków w pierwszej połowie wieku był zawsze jeszcze uczelnią węgierską; uczniem krakowskim był i słynny Siedmiogrodzianin Honter, apostoł protestantyzmu węgierskiego, autor gramatyki łacińskiej drukowanej w Krakowie; to ustało, gdy Węgry „zheretyczały”; jeszcze pojawiały się druki węgierskie w Krakowie. Mohacz i Buda silnie się w Polsce odbiły (o Budzie długi wiersz się przechował); przez Izabelę, Zapolyę, i ich syna, domniemanego dziedzica po Zygmuncie Auguście, splotły, się z Węgrami losy niejednego magnata (Jarosz Łaski!) i wojaka, który na dwór siedmiogrodzki śpieszył (Gruszczyński np., co niemal album Polaków siedmiogrodzkich za wzorem Rejowym wypisał); wybór Batorego te węzły wzmocnił — mimo zaciętych przeciwników, na których później trafił. Ale to były wpływy, jeśli wojskowość pominiemy, zewnętrzne: strój narodowy kontusz i delia, magierka i kopieniak (płaszcz), katanka (katona ‛żołnierz’) i ciżmy, forga (kita) i kołpak — to wszystko węgierskie, jak nazwy dowodzą; dalej pojawiała się już na dworach pańskich służba węgierska, hajducy, rekrutujący się nie tak z Węgrów, jak z Słowaków-Matiasów, których nieurodzajne góry między „Lachów” spychały; z ich trybu niejedno słówko w obieg poszło, dziś znowu zapomniane; węgierską piechotę utrzymywali panowie świeccy i duchowni; opierał się o nią Batory. Już od poprzedniego wieku zjawiali się między Karpatami i Bieszczadami wołoscy pasterze, tworząc całe wsi wołoskie z kniaziami na czele; od nich to otrzymały nasze góry nazwy wołoskie; ich osobliwsze gospodarstwo, zanim się w końcu nie wynarodowili, swoim odrębnym słownictwem przetkało nasze mleczarskie, do dziś w górach używane. Z dziczą wołoską samą, co nieraz celem dla fantastycznych wypraw pańskich i kozackich służyła (a nawet jeszcze w pierwszej połowie wieku Pokuciu strasznie się we znaki dawała), stosunków kulturalnych jeszcze nie było; jeszcze tkwiła ona sama zupełnie w pisemnictwie słowiańskim (bułgarskim).

czwartek, 21 kwietnia 2022

Zwiastuny humanizmu według Brücknera

Epitafium Kallimacha dłuta Wita Stwosza.

Zwiastuny humanizmu
(A. Brückner, Dzieje kultury polskiej)

Nowy duch i język, treść i styl przesiąkały powoli do Polski. Powstały one we Włoszech pod ich niebem jasnym i pod wpływami nigdy zupełnie nie zerwanymi tradycji i sztuki starożytnej; to odżywanie klasyczności, ten najpierwotniejszy renesans przeciw wyłącznemu ascetyzmowi średniowiecznemu, przeciw jego zubożeniu myśli i życia zaczął się już w wieku XIII, a wygórował w XV. Spotykali się z nim Polacy za własnych studiów w Padwie i Bolonii, spotykali na soborach w Konstancji, Bazylei, Florencji. Tu zawiązywali stosunki z wybitnymi humanistami włoskimi; stąd przywozili cenne rękopisy do Krakowa, starożytne i włoskie (Boccaccia), i natychmiast wyróżniamy po stylu i łacinie Polaków padewczyków i bolończyków, Jana z Ludziska, Mikołaja Lasockiego, Grzegorza z Sanoka, od zadomowionych rodaków. Skoro bezpośredni związek z Włochami rozstrzygał, nie dziwi nas, że Węgry, które od początku XIV wieku najżywsze z Włochami (już przez swoich Andegawenów) podtrzymywały stosunki, Polskę wyprzedziły. Taki biskup waradyński Jan Witez (Gara) był skończonym typem księcia kościoła renesansowego, a synowiec jego, przedwcześnie zmarły Jan (Pannonius), był najznakomitszym poetą łacińskim XV wieku (wiersze jego rozeszły się w mnóstwie wydań i w XVI wieku, żaden z naszych neolatynistów równie licznymi nie może się poszczycić). Na dworze tego magnata z rodu, ducha i majątku gościli humaniści, Włoch Paweł Vergerio (autor cennego dzieła o wychowaniu szlachetnej młodzi), Grek z Cypru Podachatherus i in.; tu otrząsł się ostatecznie z średniowieczyzny Grzegorz z Sanoka. Jedyny to dawny Polak, którego rozwój i wizerunek duchowy posiadamy najdokładniejszy; skreślił go obcy, Włoch, na podstawie kilkuletniej zażyłości u schyłku żywota arcybiskupa lwowskiego w jego Dunajowie. Portret Grzegorza skreślony ręką Kallimacha jest literackim klejnocikiem (takiej łaciny i stylu Polska jeszcze nie znała), a dla historii kultury pomnikiem pierwszorzędnej wagi. Występuje w nim jak żywy ten zwłoszały jarosz, stroniący od hucznych biesiad i sprośnych żartów sarmackich, skąpy i porywczy w domu, jowialny i łagodny na ulicy, wymowny i poważny w kościele, wielbiciel medycyny, a unikający lekarzy, wróg alegorii (obniżającej doniosłość cudu i czynu) i zbyt dokładnego wystawiania i badania tajemnic wiary (szczególniej dla prostaków nie wolno zdzierać zasłony!), gardzący dociekaniami scholastycznymi, powtarzaniami cudzych autorytetów (choćby Arystotelesa), ceniący natomiast etykę dla treści, a wzorową łacinę dla stylu, gardzący nieuctwem i lekkim traktowaniem obowiązków duchowieństwa, dowcipny i towarzyski (w szczupłym gronie), co spokój i ciszę nade wszystko umiłował i od życia publicznego' się świadomie odsuwał. Nie przeczymy, że w wizerunku Kallimachowym wiele i przesady, i własnych myśli i życzeń, że idealnego duszpasterza kreślił w postaci Grzegorzowej, ale nie zapominajmy, że to żywot żyjącego skreślony dla kolegi (Oleśnickiego) świadomego rzeczy, wobec którego nie uchodziło czarne za białe wydawać. Gdybyśmy Długoszowi (który chyba niechęć kardynała przeciw Grzegorzowi odziedziczył) zawierzali, widzielibyśmy w Grzegorzu tylko nowe wydanie poznańskiego biskupa Jana z XIV wieku (muzyka, wiersze, kobiety), ależ i on przyznawał Grzegorzowi „ścisłą przyjaźń z Muzami i znaczenie w prozie, jak w wierszu i w innych kierunkach humanizmu, jak i w kazaniach"; co do kobiet zaś stwierdził Kallimach tak stanowczo zupełny defekt fizyczny Grzegorza, że przeciwne plotki Długoszowe niezbyt wiele znaczą: co innego, że Grzegorza „podwika nie mierziała", bo trudnoż bez niej o dobrą myśl u humanisty. Ale wywody Kallimachowe rzucały światło i na inne rzeczy, np. na niemiecki charakter Krakowa („tu widział Grzegorz, że wszystko, czy publiczne, czy prywatne, po niemiecku się odbywa"), a cóż znamienniejszego niż owe słowa znowu o Krakowie: „wtedy (za młodości Grzegorzowej) miasto, oddane najzupełniej teologii przy zaniedbaniu wszelkich sztuk wyzwolonych, muzykę najwyżej ceniło, bo przez nią ceremonie boskie jak najuroczyściej sprawiano" (rozumiemy więc, jak żacy śpiewem w kościele żywić się mogli; i Grzegorz „odznaczał się w sztuce, którą miasto najchętniej uprawiało"). Ale nie od samotnika Grzegorza, który nawet tego, co pisał, nikomu nie udzielał (rzeczy historyczne, o Warneńczyku, i wierszyki, np. na Świętochnę Kallimachową), lecz od jego żywociarza Kallimacha rozszedł się pierwszy humanizm po Polsce. Gdy Włoch ów talentem swoim zdobył względy królewskie i z nauczyciela łaciny synów królewskich na zawołanego dyplomatę, używanego do wszelakich misji, się wzniósł, skupił on około siebie w Krakowie dobrane kółko literatów niby jakąś akademię humanistyczną, w rozmowach towarzyskich o wykwintnym stylu roztrząsającą wszelakie zagadnienia, np. historyczne, i uprawiającą kult książki. Do tego kółka, które przetrwało do śmierci Kallimacha (1496), należeli Piotr Bniński (biskup włocławski), krakowianin z Saksonii Jan Heidecke (Mirica; członkowie tej „akademii" przybierali imiona łacińskie, tłumaczone), pisarz miasta Krakowa i archiprezbiter u P. Marii; lekarz profesor Jakub Bokszyca (podróżnik do Ziemi św.); profesor Mikołaj Tauchan (Mergus) z Nysy; medyk i astronom boloński doktor-Mikołaj Wódka z Kwidzynia; Maciej Drzewicki, wychowanek Kallimacha; słynny astronom Wojciech z Brudzewa (Albertus Brutus), który Celtesa uczył (ale za bytności Kopernika w uniwersytecie 1491— —1495 r. astronomii nie wykładał, i Kopernik tylko z jego pism i wykładów Arystotelesowych korzystał), r. 1494 do Wilna jako sekretarz w. księcia się udał, gdzie już 1495 r. umarł. To kółko prywatne na szerszej widowni nie występowało; Kallimach sam pisywał wiele: wiersze okolicznościowe (i miłosne) w stylu wyborowym (zbierał je Drzewicki) i historyczne dziełka oprócz biografii (Grzegorza i Oleśnickiego) *, ale to szerzyło się w nielicznych odpisach; Piotr z Bnina i Drzewicki wymagali od humanisty skreślenia godnego dziejów polskich, co dopiero M. Kromer dokazał. Obok kółka Kallimachowego, elity towarzystwa krakowskiego, utworzył inne podobne, o Niemców krakowskich i śląskich oparte, wędrowny humanista i poeta uwieńczony Konrad Celtes z Würzburga, który jak i w innych miastach w Krakowie „Akademię Wiślną" (Vistulana) zakładał, wykłady prywatne ( w bursie węgierskiej) miewał, listowania humanistycznego uczył, w Sodalitas Litteraria wiersze pisał i uczniów-wielbicieli skupiał, od 1489 do 1491, kiedy Kraków nagle opuścił, może nie doznawszy uznania, na jakie liczył. Starsi znajomi i młodzi uczniowie garnęli się chętnie około niego, taki Wojciech z Brudzewa, którego sława astronomiczna i Celtesa nęciła; medyk Jan Bar (Iohannes Ursinus) z Krakowa, którego Modus epistolandi (z r. 1496) całkiem humanizmem przejęty; podobny drukował wrocławczyk magister Bernard Feyge (Caricinus) r. 1500, pisany w Krakowie; później Wawrzyniec Eabe (Corvinus) i Jan Rack z Sommerfeld (Ioh. Rhagius Aesticampianus). Ale Sodalitas sama rozwiązała się rychło po wyjeździe Celtesa (który w późniejszych wierszach Krakowa i „Sarmatów" już nie oszczędzał), uniwersytet trzymał się od niej na uboczu. Humanizm odezwał się wprawdzie w traktacie De institutione regii pueri (o nauczaniu syna królewskiego), niby od babki Elżbiety dla spodziewanego syna Władysława czeskiego i węgierskiego, napisany około r. 1502 przez nieznanego (Włocha?); omawiał początkowe i dalsze wykształcenie, uwzględniał obok moralnego i fizyczne, a kładł główną wagę co do umysłowości na nabraniu znajomości czystej łaciny (z Wergiliusza i innych prawych źródeł) i wprawy w retoryce (na podstawie Cycerona); przestrzegał przed pochlebcami, ale zalecał hojność dla uczonych i literatów, bo ci uwieczniają pamięć panujących swoimi utworami. Mimo tego zabarwienia humanistycznego trąciło pisemko jeszcze nieco średniowieczyzną, zbieraniną sentencji i anegdot; wychowanie religijne (niezbędne, bo religią zdobywa się przywiązanie poddanych), ograniczało się zewnętrznymi rysami.

Mikołaj Leon Sapieha

Mikołaj Leon Sapieha herbu Lis (ur. 1644, zm. 1685) - uczestnik bitwy  pod Wiedniem, kolejno: kasztelan wołyński i wojewoda bracławski.   ...