Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 listopada 2025

Bezprym - krwawy zdrajca

Bezprym. Rycina z A.Szwarc, M.Urbański, P.Wieczorkiewicz, "Kto rządził Polską", 
wyd. "Świat książki", Warszawa 2007, str. 42.

Bezprym (ur. 986 lub 987, zm. 1032) – książę Polski od 1031 do 1032. W 1031 roku przejął władzę po niemiecko-ruskim ataku na Polskę. Według źródeł władca odznaczający się niezwykłym okrucieństwem. Zmarł zamordowany wiosną 1032. Za jego czasów być może miała miejsce tzw. reakcja pogańska. 
Bezprym należy, razem z Wacławem III, do grupy władców Polski najczęściej pomijanych na listach takich władców, co zostało opisane jako forma damnatio memoriae.
Istnieją jedynie trzy wzmianki o życiu Bezpryma.
Thietmar z Merseburga zanotował, że Bolesław Chrobry pojął za żonę Węgierkę, z którą miał syna Bezpryma, lecz i tę również przepędził;
Roczniki hildesheimskie mniejsze pod rokiem 1031 zawierają zapis: A ten Mieszko po miesiącu przez brata swojego Bezbriema został wygnany gwałtownym najazdem i zmuszony do ucieczki do Udalryka, do Czech. Ów zaś Bezbrim przesłał cesarzowi koronę wraz z innymi regaliami, które jego brat niesłusznie sobie przywłaszczył i w pokornej prośbie przez posłów swoich obiecał poddać się cesarzowi;
Roczniki hildesheimskie mniejsze pod rokiem 1032 zawierają zapis: w tym roku Bezbriem, z powodu najstraszniejszej srogości swego tyraństwa, został zabity przez swoich, nie bez knowań braci (hoc anno Bezbriem ob inmanissimam tirannidis suae sevitiam a suis, et etiam non sine fratrum Suorum machinatione, interfectus est).
Bezprym był najstarszym synem Bolesława Chrobrego i jego drugiej żony, nieznanej bliżej Węgierki. W starszej literaturze matka Bezpryma uchodziła za córkę księcia Gejzy i do tego poglądu przychyla się część badaczy. Najnowsze badania węgierskich historyków oraz Błażeja Śliwińskiego wskazują na to, że matka Bezpryma mogła być córką księcia Siedmiogrodu Gyuli.
O ile istnieje sporo informacji na temat młodości drugiego syna Bolesława Chrobrego, Mieszka II, o tyle o pierwszych dekadach życia Bezpryma nie wiadomo niemal nic. Stąd wniosek, że na następcę tronu wyznaczono Mieszka, który już za życia ojca przejawiał aktywność polityczną.
Bezprym był najstarszym synem Bolesława Chrobrego i jego drugiej żony, nieznanej bliżej Węgierki. W starszej literaturze matka Bezpryma uchodziła za córkę księcia Gejzy i do tego poglądu przychyla się część badaczy. Najnowsze badania węgierskich historyków oraz Błażeja Śliwińskiego wskazują na to, że matka Bezpryma mogła być córką księcia Siedmiogrodu Gyuli.
O ile istnieje sporo informacji na temat młodości drugiego syna Bolesława Chrobrego, Mieszka II, o tyle o pierwszych dekadach życia Bezpryma nie wiadomo niemal nic. Stąd wniosek, że na następcę tronu wyznaczono Mieszka, który już za życia ojca przejawiał aktywność polityczną.
Prawdopodobnie po przejęciu władzy przez Mieszka II, jego dwaj bracia przez krótki czas przebywali w Polsce. Mieszko miał wygnać Bezpryma, a zapewne także Ottona w 1030, kiedy wykrył, że spiskowali oni przeciw niemu z cesarzem Konradem II (z którym prowadził wojnę).
Prawdopodobnie to Bezprym wykorzystał jako pierwszy niepowodzenia wojenne i słabą pozycję Mieszka II (a także według jednej z hipotez, zmontował zwróconą przeciwko niemu koalicję niemiecko-ruską). W 1031, gdy na zachodniej granicy Mieszko II bronił się przed kolejną wyprawą Konrada II, na tereny wschodnie wkroczyli w imieniu Bezpryma (przypuszczalnie sprzyjającego lub niezamierzającego przeciwdziałać reakcji pogańskiej) książęta ruscy – Jarosław Mądry i Mścisław Chrobry. Mieszko II zajęty obroną Łużyc, a zarazem pozbawiony sojuszników, w konsekwencji nie miał możliwości odparcia drugiego ataku i uciekł z kraju, udając się do Czech. Tam został uwięziony i okaleczony na polecenie księcia Oldrzycha. Jarosław Mądry przyłączył do Rusi Grody Czerwieńskie, zaś na tron polski wstąpił Bezprym. Być może dotarł on do Wielkopolski wraz z przydzielonym mu oddziałem ruskim. Bezpośrednia interwencja wojsk Jarosława w centralnych prowincjach kraju, mająca na celu osadzenie nowego księcia na tronie, nie znajduje jednak potwierdzenia źródłowego. Niewykluczone, że przejmując władzę Bezprym posłużył się atrakcyjnymi dla ludności państwa hasłami antykościelnymi. Niektórzy badacze przyjmują, że mógł on nawet stanąć na czele tzw. reakcji pogańskiej.
Wkrótce po przejęciu władzy Bezprym odesłał cesarzowi polskie insygnia koronacyjne. Tym samym zrezygnował z tytułu królewskiego i uznał prymat zachodniego sąsiada.
Pozostawała zapewne liczna grupa zwolenników dawnego władcy. Przypuszcza się, że Bezprym rozpoczął jej krwawe prześladowania. Wielu przedstawicieli elit społecznych zmuszonych zostało w efekcie do ucieczki. Według źródeł część z nich schroniła się na Mazowszu. Być może wśród ofiar represji znaleźli się dwaj biskupi, których śmierć zapisano pod datą 1032 w roczniku kapitulnym krakowskim: Roman i Lambert. Brutalna walka z opozycją mogła doprowadzić do wyżej już wspomnianej tzw. reakcji pogańskiej. Prawdopodobnie doszło do ludowych wystąpień przeciwko możnym, władzy, i utożsamianemu z aparatem państwowym Kościołowi. Współczesna historiografia umieszcza bunty w latach 1031–1032, czyli w okresie rządów Bezpryma. Reakcja miała nie tylko tło religijne, ale i społeczne. Była odbiciem nadwyrężenia ekonomicznego państwa wywołanego przez agresywną politykę Bolesława Chrobrego i mniej udane rządy Mieszka II. Porażki w walkach na zachodzie z tego okresu, odcięły bowiem podstawowe źródło utrzymania drużyny książęcej, czyli łupy. W efekcie, koszty istnienia rozbudowanej armii, spadły zapewne na ludność państwa. Dodatkowo niezadowolenie musiały wywoływać niszczycielskie przemarsze obcych wojsk.
W starszej historiografii można spotkać dziś powszechnie odrzucaną koncepcję zakładającą istnienie tzw. Bolesława Zapomnianego (rzekomego następcy Mieszka II), która skłaniała historyków (m.in. Romana Grodeckiego) do przenoszenia reakcji pogańskiej i zaburzeń społecznych na okres po 1034 roku.
Rządy Bezpryma ostatecznie doprowadziły do zachwiania struktur państwowych i podważenia autorytetu władzy. Nie trwały one długo, a powodem ich upadku miało być okrucieństwo nowego księcia. Według Roczników hildesheimskich Bezprym został zamordowany „przez swoich” nie później niż wiosną 1032. Inspiratorami morderstwa mieli być jego bracia, a przede wszystkim pozostający na wolności Otto.
Państwo w wyniku działań Bezpryma zostało znacznie osłabione. Po jego śmierci doszło do podziału kraju na trzy części: pomiędzy Mieszka II, Ottona i Dytryka. Upadł autorytet władzy, co mogło przyczynić się także do późniejszych wystąpień przeciwko Kazimierzowi Odnowicielowi. Zwiększył się znacznie wpływ cesarstwa na sprawy polskie. Władca niemiecki miał swój udział w zdobyciu tronu przez Bezpryma, następnie wpływał na odzyskanie władzy przez Mieszka i Kazimierza Odnowiciela. Polska utraciła też na prawie pół wieku status królestwa.



niedziela, 11 grudnia 2022

Samuel Zborowski

Samuel Zborowski na portrecie z epoki. Jeden z najsłynniejszych zdrajców i warchołów I Rzeczypospolitej ginąc na szafocie był znacznie starszy niż bohater filmu Ryszarda Bera. Był też postacią zdecydowanie mroczniejszą niż niemal romantyczne ujęcie tego reżysera.

Samuel Zborowski herbu Jastrzębiec (ur. ?, zm. 26 maja 1584) – hetman kozacki, rotmistrz królewski, kalwinista. Był synem Marcina Zborowskiego i Anny z Konarskich herbu Abdank. Żonaty z Zofią Jordan, córką Spytka Wawrzyńca Jordana, kasztelana krakowskiego.
W 1574 roku, w czasie uroczystości koronacyjnych Henryka Walezego na Wawelu, doszło do walki pomiędzy Samuelem Zborowskim i Karwatem, sługą Jana Tęczyńskiego (zm. 1593), kasztelana wojnickiego. Pragnąc ratować powagę chwili, próbę rozdzielenia walczących podjął Andrzej Wapowski, kasztelan przemyski. Zdenerwowany interwencją Samuel Zborowski uderzył Wapowskiego czekanem w głowę, wskutek czego tenże zmarł. Za morderstwo dokonane w afekcie król skazał Samuela na banicję.
Przebywał na wygnaniu w Siedmiogrodzie na dworze Stefana Batorego, z którym, nie bacząc na ciążący na nim wyrok, przyjechał do Rzeczypospolitej w roku 1576. Udał się na Sicz zaporoską, gdzie jako hetman kozacki wziął udział w wojnie z Rosją (1580). Spiskował z Habsburgami przeciwko królowi. Groził zamachem na króla Stefana Batorego. Za namową Habsburgów w lecie 1583 r. bez zgody króla wyprawił się na tereny tureckie, niszcząc przy okazji należące do Jana Zamoyskiego Jahorlik i Tiahiń. Spowodowało to pogorszenie stosunków z sułtanem Muradem III, który zagroził wojną, gdyby nie ukarano winnych. Gdy w końcu kwietnia 1584 r. Samuel Zborowski pociągnął zbrojnie do swej ukochanej siostrzenicy w Piekarach, nie kryjąc, że celem wyprawy jest Kraków, Jan Zamoyski wydał rozkaz egzekucji dekretu z 1574 r. Była to rzecz bez precedensu w dotychczasowej historii egzekucji prawa w Polsce szlacheckiej. 11 maja 1584 r. Samuel Zborowski został ujęty w Piekarach i osadzony jako niebezpieczny złoczyńca w wieży zamku na Wawelu. Egzekutorami rozkazu kanclerza Zamoyskiego byli: ówczesny wojewodzic bełski Stanisław Żółkiewski i podstarości krakowski Wacław Urowiecki. Na nic zdały się protesty możnowładców, interwencja deputowanych szlachty województwa krakowskiego, którzy jeszcze w dniu 19 maja 1584 r. żądali u kanclerza, aby sprawę Zborowskiego przekazał do decyzji sejmu. Bez rezultatu – kanclerz podjął decyzję za wcześniejszym werbalnym przyzwoleniem króla Stefana Batorego, który wyraził się o Samuelu Zborowskim: Canis mortuus non mordet (Nieżywy pies nie gryzie).
Kanclerz Zamoyski, który był prawnikiem, w noc poprzedzającą stracenie próbował jeszcze wymóc na Samuelu zeznania dotyczące spisku familii Zborowskich, które sankcjonowałyby wyrok śmierci. Rozmowa odbyła się w cztery oczy i zapewne nie spełniła oczekiwań kanclerza, skoro ten zrewanżował się w sposób niegodny i nieprawny, nie spełniając ostatniego życzenia skazanego – Samuel poprosił o ostatnią posługę ministra (pastora protestanckiego) lub kapłana. Zamoyski odmówił.
Samuel Zborowski został ścięty na dziedzińcu zamku wawelskiego 26 maja 1584 r. Jego niewprawnie odrąbana głowa skoczyła [...] trzy razy ku Urowieckiemu, aż się jej umykał - jak zapisał w swoim "Pamiętniku" siostrzeniec Zborowskich, wojewoda Jan Zbigniew Ossoliński, świadek stracenia.
Po ciało Samuela Zborowskiego przyjechał pan marszałek, brat jego (Andrzej Zborowski) i do Oleśnice zawiózł. W Krakowie i kraju pozostało natomiast piwo Zamoyskiego, jak współcześni nazwali atmosferę buntu, spowodowaną ścięciem Samuela Zborowskiego. Że wielki tumult ludzki i smętek był... i wrzawa - co zapisał Zbigniew Ossoliński, świadczyła powstająca na gorąco literatura, która z Samuela czyniła ofiarę prywatnej zemsty kanclerza i nietolerancji, męczennika wolności.
W 1588 r. na sejmie koronnym ustalona została ustawa, którą można by uznać za triumf Zborowskich i nazwać Lex Zborowski o crimen laesae maiestatis (Ustawą Zborowskich o zarzut zbrodni stanu – obrazy majestatu), która precyzowała postulaty Zborowczyków, dotyczące sposobu prowadzenia spraw o obrazę majestatu. Osiągnięciem demokracji szlacheckiej było pozbawienie króla, jako zainteresowanej strony, głosu decydującego. Jego miejsce zajmować mieli odtąd posłowie sejmowi. Ustawa wykluczała również ściganie buntowników w domach szlacheckich. Sejm w 1589 r. uznał ścięcie Samuela Zborowskiego za zgodne z prawem.


Samuel Zborowski.
Ryt. F. Zabłocki.

czwartek, 29 września 2022

Rzeź Pragi (1794)

Rzeź Pragi. MaL. A. Orłowski.

Rzeź Pragi (1794)

Obrona Pragi była ostatnią bitwą Powstania Kościuszkowskiego. Rosjanie pod dowództwem generała Aleksandra Suworowa mieli około 23 tysięcy żołnierzy 104 działa. Obrońcami dowodził generał Józef Zajączek. Miał 13 tysięcy w większości litewskich żołnierzy oraz warszawską milicję mieszczańską. Artyleria obrony była siłą zbliżona do rosyjskiej. Pragę osłaniały umocnienia zaprojektowane przez Jana Bakałowicza. Były niestety za bardzo rozciągnięte i nie dawały realnej nadziei na zatrzymanie Rosjan. Ich jakość pogarszał też sypki grunt. Szturm rozpoczął się o 5 rano 4 listopada 1794 roku. Rosjanie uderzyli w 9 kolumnach na północny odcinek dowodzony przez generała Jakuba Jasińskiego. Pierwszy atak został odparty, ale drugi mimo zaciętej obrony zdobył litewskie szańce. Zajączek nakazał Jasińskiemu odwrót, ale ten odmówił i zginął broniąc do końca ostatniego punktu oporu – bastionu Zwierzyńca. Na szańcach do końca bohatersko bili się starozakonni z Pułku Lekkokonnego Berka Joselewicz. Obok nich walczyli muzułmanie Rzeczypospolitej – Tatarzy z litewskich pułków straży przedniej. Bitwa trwała 4 godziny. Zginęła prawie połowa obrońców, w tym – oprócz generała Jasińskiego – generał Paweł Grabowski oraz generał ziemiański wileńszczyzny Tadeusz Korsak. Największe straty ponieśli warszawscy milicjanci. Z około 4 tysięcy zaledwie 80 wróciło na lewy brzeg. Reszta albo zginęła walcząc na szańcach i ulicach, albo została wymordowana w niewoli. Generał Zajączek lekko ranny na początku bitwy haniebnie uciekł i przedwcześnie zniszczył most. Kiedy padła obrona Rosjanie rozpoczęli rabunki i masakrę ludności cywilnej. Mordowano wszystkich – wziętych do niewoli żołnierzy, zdrowych i rannych, starców, kobiety i dzieci, księży i zakonników, ludzi i zwierzęta. Z rąk rozwścieczonych oporem i własnymi stratami pijanych żołdaków według różnych szacunków zginęło od 6 do 20 tysięcy mieszkańców Pragi. Trudno to dokładnie policzyć, bo za szańcami oprócz stałych mieszkańców schroniło się również wielu uchodźców z terenów zajmowanych przez rosyjską armię. Rzeź prawdopodobnie rozpoczęli kozacy. Świadkowie wskazują jednak że Suworow nie zrobił niczego żeby zatrzymać masowe mordy. Biegał za to wśród żołdaków i trzymając dwa indyki wołał, żeby przynajmniej one ocalały. Nigdy nie ukarał sprawców. Wykorzystał za to masakrę do zastraszenia Warszawy i wymuszenia kapitulacji. Otrzymał za to od carycy Katarzyny II awans na feldmarszałka oraz Krzyż za Zdobycie Pragi. Ciała zamordowanych leżały niepogrzebane przez kilka tygodni ...
Oddajmy głos świadkom masakry:
Generał Lew Engelhard (dowódca grenadierów syberyjskich) - „Ażeby wytworzyć sobie prawdziwy a straszny obraz szturmu tego po jego ustaniu, trzeba było być jego naocznym świadkiem. Do samej Wisły na każdym kroku spotkać się dawali zabici i umierający różnego stanu ludzi; na brzegu rzeki piętrzyły się stosy żołnierzy, cywilnych, Żydów, księży, zakonników, kobiet i dzieci. Na widok tego wszystkiego serce zamierało w człowieku, a obmierzłość obrazu duszę jego oburzała. W czasie bitwy człowiek nie tylko nie czuje w sobie żadnej litości, ale rozzwierzęca się jeszcze, lecz morderstwa po bitwie, to hańba".
Pułkownik Liwen w relacji Johanna Seurne - „Pułkownik Lieven, który podczas szturmu dowodził pułkiem, a później przez jakiś czas był komendantem placu na Pradze, odpowiadał mi, że sam pod koniec starcia napotkał na grenadiera, który w lewej ręce miał karabin i każdego Polaka bez wyjątku nadziewał na bagnet, nie przepuszczał nawet ciężko rannym i siekierą, którą miał w prawej ręce, głowy rozbijał ciosem łaski Pułkownik [Lieven] potępił jego nieludzkość i powiedział mu, iż może zabijać uzbrojonych, ale nie rannych i biednych bezbronnych. E panie - odpowiedział rozwścieczony - oni wszyscy są psami, walczyli przeciwko nam i muszą zginąć.
Pruski komisarz prowiantowy - „Widok Pragi był okropny, ludzie obojej płci, starcy i niemowlęta u piersi matek pomordowane leżały na kupie; krwią zbroczone i obnażone ciała żołnierzy, połamane wozy, pozabijane konie, psy, koty nawet świnie. Tu i ówdzie drgały jeszcze członki umierających. Całe miasto Praga stało w płomieniach i w dymie, a dachy zawalały się z trzaskiem, któremu odpowiadało przeraźliwe wycie kozaków, klątwa rozjuszonego żołdactwa. Kupami leżały krwią zbroczone trupy zwycięzców [...] Nikt dotąd nie odważył się pokazać na Pradze; przybyło wprawdzie kilku chciwych zysku Żydów, ale tych kozacy zaraz pochwyciwszy za nogi, tłukli łbami o mur, aż mózg wytrysnął, po czym znalezione pieniądze dzielili między siebie. Za 35 złotych i srebrnych zegarków zapłaciłem 35 rubli. Pełen kapelusz połamanego srebra dostałem za 2 ruble".
Anna Tyszkiewicz - „W przeciągu jednej nocy wymordowano dziewięć tysięcy bezbronnych mieszkańców, których jedynym schronieniem, a zarazem grobem były obracane w perzynę domostwa! Słyszeliśmy wyraźnie jęki ofiar i wrzaski katów. Można było nawet rozróżnić krzyk i płacz kobiet i dzieci – wycie i złorzeczenie ojców i mężów, ginących w obronie tego, co najdroższe sercu człowieka”.
Jędrzej Kitowicz - „Brzegi kępy na środku Wisły okryte były trupami, woda tymiż napełniona wspięła się w górę jakoby tamą ujęta (…) dzieci nawet małe Kozacy, na dzidy wzięte, po ulicach nosili”.
Jan Kiliński - "Na Pradze Moskale bez pardonu matki i małe dzieci rżnęli i na bagnety biorą i rzucają na ulicę. Matki nie dość że zabito, ale je po ulicach gołe rozkładali i między nogi piki wtykali, tak dalece, że im gardłem wyłaziły. Inne w ogień wrzucano i żywcem palono…"
Rzeź Pragi była ludobójstwem absolutnie świadomym i celowym. Była zemstą na Warszawie za bunt przeciwko rosyjskiej okupacji.

Rzeź Pragi. Rycina według wzoru Juliusza Kossaka.

poniedziałek, 4 lipca 2022

Delikwenci na szubienicy. 
Fragment fresku A. Pisano 
(1 połowa XV wieku).
 

Delikwent
Encyklopedia Staropolska Zygmunta Glogera.

Delinkwent (z łac. delinquentia - zbrodnia, kryminał). Tak nazywano w Polsce skazańca, czyli człowieka na śmierć wyrokiem sądowym skazanego. Po odczytaniu wyroku w izbie sądowej, na kilka dni przed śmiercią, instygator lub pisarz sprowadzali do delikwenta księdza. W ciągu tych ostatnich dni zaopatrywano skazanego
we wszystko, czego tylko do jadła i picia żądał. Każdemu dozwolony był do niego wolny przystęp. Obowiązkiem nawet sądu było starać się o jak najliczniejsze odwiedziny, aby uwidomić ogółowi przykład kary za zbrodnie. Po ścięciu delikwenta przez kata, składano ciało w trumnie, umieszczając zwykle głowę pomiędzy kolanami. Jeżeli delikwent skazany był na powieszenie, wtedy wyprowadzano go pod szubienicę, która dawniej stała przy każdem sądowem mieście. Kobiety nader rzadko skazywane były w Polsce na śmierć - a nie wieszane nigdy, tylko topione lub duszone. Częstsze wyroki, stosy i męczenie przestępczyń, wprowadzone były do Polski przez niemieckie prawo miejskie. Niektóre zakony miały prawo zwyczajowe uwalniania od śmierci jednego ze skazanych w dzień Wielkiego Piątku. Za panowania kr. Kazimierza Jagiellończyka, Boglewską z Łęczeszyc, za której wiadomością mąż jej został zabity, zakonnicy warszawscy wyprosili od kary śmierci, poczerń uciekła do Krzyżaków i u nich mieszkała, a pamięć jej zbrodni pozostała w pieśni, dotąd przez lud śpiewanej: „Stała nam się nowina, pani pana zabiła". Jeżeli delikwent zdołał umknąć i schronić się do kościoła, tam już nie mógł być pojmany. Kitowicz opisuje, jak za Augusta III studenci warszawscy odbili niejakiego Dąbrowskiego i wprowadzili go do kościoła dominikanów (przy ulicy Freta), skąd, pomimo żądania marszałka Bielińskiego, wydać go dominikanie nie chcieli. Bieliński trzymał w oblężeniu klasztor i kościół. Wówczas nuncjusz, bawiący w Warszawie, zwołał na naradę po dwóch teologów z każdego warszawskiego klasztoru, a ci rozstrzygnęli, że przestępca nie może być z kościoła wydany. Sądy wysokie przyznawały sobie prawo ułaskawiania. Marszałek wiel. kor. także kogo chciał, to nawet i po wyroku wolno puszczał. Żona Augusta III, jak świadczy Kitowicz w „Opisie obyczajów", często zanosiła instancje do marszałka Bielińskiego o ułaskawienie rozmaitych przestępców, ale prawie zawsze daremne. Jeżeli delikwent, prowadzony na śmierć, podjął się zrobić coś bardzo ważnego, np. żyd obowiązywał się przyjąć chrzest, wtedy nieraz darowano mu życie. Czacki wspomina, że z Węgier przyszedł do Polski zwyczaj, iż gdy delikwentowi nieżonatemu, prowadzonemu na śmierć, dziewczyna rzuciła chustkę na znak, że chce go poślubić, wtedy magistraty dawały ułaskawienie pod warunkiem zawarcia związku małżeńskiego. Zwyczaj ten, jeżeli istniał, musiał pochodzić z czasów wielkiego wyludnienia przez wojny i powietrze. Z „Dworzanina" Górnickiego zdawałoby się, że to nie był obyczaj pierwiastkowo węgierski, jak mniema Czacki, ale raczej hiszpański lub zachodnio-europejski. Oto co pisze nasz starosta tykociński: „Jako kiedyś na króla hiszpańskiego dworze trafiło się, iż jednego zacnego młokosa król o różne przewinienie w więzienie wziąć kazał: w którem kiedy był przez noc, a nazajutrz wynijść mu kazano, przyszedł na pałac, gdzie dworzan, pań, panien, pełno było: także gdy to ten to ów szydził z onej jego przygody, rzekła jedna zacna wdowa do niego: Zaprawdę żałowałam ja bardzo tej niefortuny Waszmości, a zwłaszcza, iż tu drudzy za pewne mieli, że król Jegomość każe Waszmość obwiesić. A młokos on zaraz tak: I jam się nie pomału bał tego; alem wzdy miał nadzieję, że mię Waszmość za męża uprosić sobie miała. Już to w Hiszpaniej i w innych królestwach jest ten obyczaj, i u nas też to snadź pierwej było; że kiedy złodzieja tracić wiodą, jeśli wszetecznica jawna prosi go sobie za męża, gardłem takiego darują". Krążyła też w Polsce dowcipna dykteryjka, że gdy jednemu delikwentowi szpetna baba ofiarowała swą rękę, i tym sposobem mógł się ocalić od śmierci, spojrzawszy na nią, zawołał na kata: „Panie Jakóbie, wieszaj Waćpan!" Słowa te poszły w przysłowie, kiedy kto jakiej niekorzystnej łaski przyjąć nie chce. 
Zdarzały się w Polsce wypadki, że i kat, przekonany o niewinności delikwenta, odmawiał wykonania wyroku magistrackiego i nieraz tym sposobem przyczynił się do uwolnienia go od śmierci. Szlachcica karano zawsze mieczem, a nie szubienicą. Za rozboje, najazdy i grabieże spełniano taki wyrok nocą w piwnicy. Nawet za porwanie się do szabli w Trybunale, jeszcze za Stanisława Augusta, kazał Trybunał ściąć szlachcica w piwnicy i przez wzgląd na cześć dla jego stanu i rodziny wyprawiono mu nazajutrz pogrzeb okazały z nabożeństwem i dzwonami we wszystkich kościołach. Wypadek ten - powiada Jędrzej Moraczewski - wybornie maluje sprawiedliwość połączoną z miłością braterską. Z sądów szlacheckich tylko marszałkowskie same egzekwowały wyroki na śmierć; sądy grodzkie, trybunały i wszelkie inne sądy oddawały wykonywanie wyroków sądom miejskim, w których żywiołem prawa niemieckiego był miecz i tortury. Według praw litewskich, za uwięzionego poddanego i za jego egzekwowanie, nie strona, ale jego pan ponosił koszta. Gdy delikwent był zamknięty a oskarżyciel nie sprowadzał kata, natenczas delikwenta wypuszczano z więzienia". 

poniedziałek, 21 marca 2022

Banicja według Glogera

Banita (grafika H. Czajkowskiego do książki J. Komudy).

Bannicja
Encyklopedia Staropolska Zygmunta Glogera.

Kara wygnania z ojczyzny, uważana była w Polsce za największą. Każdy, kto się dopuścił czynu, pociągającego utratę czci, był bezecnym (bez czci) t. j. infamisem i mógł być osądzonym na wygnanie z kraju. Prawo polskie rozróżniało kilka rodzajów tej kary. Bannicja wieczna połączona z infamją, w sprawach kryminalnych, zdrady kraju, obrazy majestatu, w zbrodniach i wielkich przestępstwach, powodowała pozbawienie wszelkich praw czyli śmierć cywilną. Każdy starosta grodowy, mający prawo miecza, mógł schwytać takiego bannitę i ukarać na gardle, a tylko połączone Stany mogły bannicję wieczną uchylić. Bannicja doczesna, czyli mniejsza, była karą w sprawach cywilnych, za nieposłuszeństwo wyrokom sądowym, za gwałty, długi, naruszenie granic i t. d., była zawieszeniem w wykonywaniu praw obywatelskich, pociągała nie wygnanie, lecz wywołanie lub karę wieży, zostawiając przestępcy termin 12-tygodniowy od ogłoszenia bannicji do poprawy, spełnienia woli prawa i postarania się o zdjęcie bannicji. Zdjąć mocen był król lub każdy sąd wyższy. Osądzony na taką bannicję, gdy miał udać się do sądu o jej zniesienie, zwykle wyjednywał sobie w kancelaryi królewskiej glejt czyli list żelazny, aby uniknąć uwięzienia, któremu podlegał z mocy wyroku. 
Prawo z r. 1523 orzekało, że gdyby bannita siłą nie dopuścił egzekucji do dóbr swoich, wtedy starosta grodowy winien zebrać szlachtę owego powiatu zbrojną i powagę prawa utrzymać (Vol. leg. I, f. 407). Nietykalność domowego ogniska, cześć dla spokoju rodziny, była tak wysoko prawem polskiem uświęcona, że nawet w takim razie, jeżeli szlachcic, do którego schronił się bannita, pojmać go w domu swoim nie pozwolił, to bannita. pod tym dachem pojmany być nie mógł. Dymitr Sanguszko, za porwanie księżniczki Ostrogskiej, osądzony na bannicję wieczną uciekł do Czech. Pogonił go Zborowski i tam zabił. Zborowski, pojmany przez Czechów, został przez Zygmunta Augusta uwolniony, bo miał za sobą prawo ścigania bannity. Bannicja wieczna była wygnaniem ze wszystkich państw koronnych, doczesna zaś – wygnaniem z pewnej części królestwa; bannicja z miasta była t. z. wyświeceniem za bramy miejskie”.

sobota, 27 czerwca 2020

Rozalia z Chodkiewiczów Lubomirska


Rozalia z Chodkiewiczów Lubomirska (ur. 16 września 1768 w Czarnobylu, zm. 30 czerwca 1794 w Paryżu) – polska księżna. Była córką hrabiego Jana Mikołaja Chodkiewicza, marszałka i starosty żmudzkiego, oraz Marii Ludwiki Rzewuskiej, córki Wacława, hetmana.
1 listopada 1785 roku poślubiła Aleksandra księcia Lubomirskiego, kasztelana kijowskiego. Rok później powiła córkę Aleksandrę. Wyjechała z dzieckiem do Francji, gdzie wkrótce została oskarżona o spisek kontrrewolucyjny – utrzymywanie kontaktów z dworem Marii Antoniny. Ze względu na treść zarzutów, urodę oskarżonej oraz jej młody wiek, zapadły wtedy wyrok śmierci przez zgilotynowanie został powszechnie odebrany jako wymowny dowód na zezwierzęcenie rewolucji.
Jej córka, która przybrała później imię matki, wyszła za Wacława Rzewuskiego, podróżnika i powstańca.
Według znanej na Lubelszczyźnie legendy, duch zgilotynowanej Lubomirskiej pojawia się w pałacu Lubomirskich w Opolu Lubelskim. W parku znajdującym się za tym pałacem, jak donosi Zbigniew Fronczek w Sensacjach i legendach Lubelszczyzny, miał się go przestraszyć Adolf Dygasiński.

czwartek, 25 czerwca 2020

Szalony książę


Szalony książę

Jedną z najmroczniejszych postaci epoki saskiej był krajczy wielki litewski oraz generał lejtnant armii Wielkiego Księstwa Litewskiego Marcin Mikołaj Karol Radziwiłł (1705-1782). Był synem ordynata kleckiego Jana Mikołaja Radziwiłła oraz Doroty z Przebendowskich. Doskonale wykształcony, był jak na realia tamtej epoki prawdziwym erudytą. Pasjonował się min. medycyną, fizyką i alchemią. Po przejęciu od ojca dóbr rodowych stał się również jednym z najbogatszych magnatów w Rzeczypospolitej. Niestety, już w młodości zaczął zdradzać pierwsze objawy choroby umysłowej, które z czasem przerodziły się w prawdziwy obłęd. Swoją drugą żonę Martę z Trembickich oraz czworo dzieci przetrzymywał w haniebnych warunkach we dworze w Czarnowczycach. Wedle relacji świadków „księżna i książęta małe, jej synowie, zamknięci byli w wielkiej niewygodzie i smrodzie, gdyż w jednej izbie spać, jeść i inne potrzeby natury czynić musieli”. Książę był również pedofilem i stworzył istny harem z młodziutkich („acz urodziwych”) dziewcząt, porywanych lub kupowanych od rodzin i różnych handlarzy. Trzymał owe „kadetki” w „nędzy, boso i w koszulach tylko”. Zboczeńca zaspokajały również liczne metresy. Później „pytano się ich, wiele która miała dzieci z książęciem i jak dostała się do seraju (haremu). Każda swoją musiała opowiedzieć historię, jak jedne zwiedzione, drugie ukradzione i gwałtem porwane, trzecie od rodziców, alias od matek sprzedane, a jedną ksiądz pleban dawidgrodecki, ukradłszy od rodziców za dwieście dukatów sprzedał”. Metresy owe, podobnie jak rodzina księcia oraz „kadetki” również trzymane były pod kluczem. „Wieść gminna” głosiła, że szalony Radziwiłł mordował swoje nieślubne dzieci „i z nich jakieś destylacje czynił”. Śledztwo nie potwierdziło tego procederu.
Jakby mało był skandali obyczajowych książę przy byle okazji napadał, łupił i palił okoliczne dwory. Rabował również kupców na drogach, oraz porywał i latami więził przypadkowych często ludzi. Postępująca paranoja sprawiła, że stale obawiał się zamachu na swoje życie. Jego browar i kuchnię obsługiwali tylko najbardziej zaufani słudzy. Odziedziczony po ojcu majątek wielki krajczy całkowicie zaniedbał. Poza zaspokajaniem swych dewiacji i rabowaniem sąsiadów poświęcał czas i środki na prace w laboratorium, w którym poszukiwał „kamienia filozoficznego”. Jego pasją była również religia … mojżeszowa. W młodości był katolikiem. Już jako człowiek dojrzały dokonał konwersji i zaczął studiować Talmud. Otaczał się wyłącznie Żydami, z którymi odprawiał praktyki religijne. Jego "prawą ręką" był również Żyd, Szymon, który „wszystkim generalnie rządził, i dla wielu ludzi chrześcijan okrucieństwa czynił”.
Wobec bezwładu państwa wielki krajczy przez całe lata bezkarnie nurzał się w zbrodni i obłędzie. W końcu jednak miarka się przebrała. Jeden ze sług księcia, niejaki Grabowski, został pojmany i stracony z wyroku sądu w Piotrkowie. Stało się to za liczne podpalenia, zajazdy i mordy dokonywane na rozkaz szalonego Radziwiłła. O wyczynach księcia Marcina stało się tak głośno, że jego potężni krewni z seniorem rodu, hetmanem Michałem Kazimierzem Radziwiłłem („Rybeńko”) nie mogli już dalej udawać, że nie ma problemu.
Marcin Radziwiłł został ubezwłasnowolniony w 1748 roku, a stało się to w okolicznościach znakomicie nadających się na scenariusz filmu przygodowego. Ujęcia groźnego, dobrze pilnującego się i uzbrojonego zbója podjęli się jego krewni. Jeden z nich, ówczesny chorąży litewski książę Hieronim Radziwiłł (brat Marcina), dokonał tego z liczącym dwustu konnych oddziałem doborowej kawalerii. Nocnym rajdem niespodziewanie otoczył i zaatakował dwór w Czarnowczycach. Obłąkany książę chciał się bronić, ale wydarto mu pistolety i obezwładniono. Pojmano również wspomnianego Szymona i uwolniono przetrzymywaną rodzinę, „kadetki” oraz metresy. Szaleńca wraz z jego powiernikiem wywieziono do siedziby Radziwiłłów w Białej Podlaskiej. Książę nie poniósł żadnej odpowiedzialności za swoje zbrodnie, ale do końca życia przebywał pod ścisłą kuratelą swoich krewnych. Zmarł w 1782 roku w Słucku.




Mikołaj Leon Sapieha

Mikołaj Leon Sapieha herbu Lis (ur. 1644, zm. 1685) - uczestnik bitwy  pod Wiedniem, kolejno: kasztelan wołyński i wojewoda bracławski.   ...