Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mniejszości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mniejszości. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 listopada 2025

Grzegorz Piramowicz


Portret Grzegorza Piramowicza.
Źródło

Grzegorz Piramowicz, Pisandro; Pyram (ur. 25 listopada 1735 we Lwowie, zm. 14 listopada 1801 w Międzyrzecu Podlaskim) – polski duchowny rzymskokatolicki, kaznodzieja, pedagog, działacz oświatowy, pisarz i poeta oświeceniowy, teoretyk wymowy i poezji, filozof, pochodzenia ormiańskiego.
Urodził się we Lwowie, w ormiańskiej rodzinie kupieckiej, jako syn Jakuba, tytularnego sekretarza JKMci, i Anny z Nikorowiczów. Po ukończeniu nauki w kolegium jezuickim (kolegował się z Ignacym Krasickim), wstąpił do ich zakonu (10 sierpnia 1754), a nieco później został nauczycielem szkół publicznych we Lwowie. Po zakończeniu 3-letniego nowicjatu w Krakowie przebywał w latach 1757–1759 w Jurowicach nad Prypecią. W roku szkolnym 1759/1760 uczył poetyki w Łucku, a w roku 1760 studiował teologię we Lwowie. W roku 1764 uzyskał tytuł doktora teologii. W tym samym roku został kaznodzieją i profesorem teologii kolegium krzemienieckiego. W roku szkolnym 1766/1767 odbył „trzecią probację zakonną” w Jarosławiu, wkrótce potem powrócił do Lwowa. Dla ułatwienia nauki łaciny wydał w roku 1767, pod nazwiskiem swojego ucznia Potockiego (Franciszka Piotra lub Ignacego), Bajki Fedra. Nad łacińskim tekstem umieścił gramatyczny porządek (opis gramatyczny, odmianę), francuskie tłumaczenie i przypisy. Odbył kilka podróży zagranicznych (m.in. Francja w latach 1768–1770), w Rzymie (będąc wówczas opiekunem Kajetana, Pawła i Jana Potockich, kasztelaniców lwowskich) wykładał teologię moralną w tamtejszym kolegium jezuitów. Tam też złożył swe ostatnie ślubu zakonne (X/XI 1769) i nawiązał bliższe kontakty z Ignacym Potockim, kształcącym się w rzymskim kolegium Nazarenum. Do czasu kasacji zakonu należał do jezuitów. Przez niemal 3 lata (1771–1773) wykładał logikę w kolegium lwowskim, będąc jednocześnie kaznodzieją katedralnym. W roku 1771 debiutował na łamach czasopisma „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne”, z którym współpracował do roku 1777.
Od roku 1774 był proboszczem w Kurowie (w parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Michała Archanioła), od 1785 równolegle także w Końskowoli (w parafii pw. św. Znalezienia Krzyża Świętego i św. Andrzeja Apostoła), a w 1797 roku pod naciskiem Austriaków zdał oba probostwa i przeniósł się do Międzyrzeca Podlaskiego. Był profesorem filozofii w kolegium jezuickim we Lwowie. Uczestniczył w pracach Komisji Edukacji Narodowej, jednocześnie pełnił obowiązki sekretarza Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych. W roku 1791 był jednym z założycieli Zgromadzenia Przyjaciół Konstytucji Rządowej. Został desygnowany przez konfederację targowicką do zasiadania w Towarzystwie do Ksiąg Elementarnych. Od roku 1800 był członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk.



wtorek, 4 listopada 2025

Franciszk Skaryna

Franciszek Skaryna. 
Rycina z 1517 roku.

Franciszek Skaryna, także spotykany zapis Skoryna (ur. przed 1490 rokiem w Połocku, zm. po 1540 roku w Pradze) − ruski humanista, drukarz, wydawca, filozof, tłumacz Biblii z języka staro-cerkiewno-słowiańskiego na język ruski (starobiałoruski) – Biblia Franciszka Skaryny (Biblia Ruska), artysta-grafik, pisarz, lekarz i przedsiębiorca. Skaryna jest uważany za prekursora drukarstwa wschodniosłowiańskiego oraz piśmiennictwa białoruskiego. Franciszek Skaryna urodził się w Połocku (będącym ważnym ośrodkiem Wielkiego Księstwa Litewskiego; do 1504 roku stolicą namiestnictwa połockiego, które od tej pory nazywano województwem połockim) w latach osiemdziesiątych XV wieku w rodzinie kupca Łukasza Skaryny.  
W 1504 wyjechał do Krakowa, aby podjąć tam studia. Dwa lata później uzyskał na Akademii w Krakowie stopień bakałarza sztuk wyzwolonych. Nie wiadomo, gdzie przebywał i gdzie pobierał nauki w latach 1506–1512. Pod koniec pierwszej dekady XVI wieku otrzymał stopień magistra medycyny, a na początku 1510 roku – stopień doktora. 5 listopada 1512 roku został dopuszczony przez Radę Dyrektorów kolegium medycznego uniwersytetu w Padwie bez uiszczenia wymaganej opłaty do egzaminów na stopień doktora medycyny. Po ich zdaniu w dniach 6 i 9 listopada 1512 roku otrzymał ten tytuł naukowy.
Około 1517 roku Franciszek Skaryna założył w Pradze drukarnię. Dnia 6 sierpnia 1517 roku wydał pierwszą książkę – Psałterz w języku cerkiewnosłowiańskim. Następnie przystąpił do tłumaczenia Biblii na język ruski (białoruski). W sumie przez ponadroczną działalność w Pradze wydał dwadzieścia dwie księgi biblijne. Na początku lat dwudziestych XVI wieku Franciszek Skaryna opuścił Pragę i zamieszkał w Wilnie, gdzie w domu najstarszego burmistrza wileńskiego, Jakuba Babicza, założył pierwszą drukarnię w Wielkim Księstwie Litewskim. Około 1522 roku wydał w niej Małą książeczkę podróżną. W marcu 1525 roku wydrukował ostatnią swoją książkę – Apostoł. 
W 1530 roku Franciszek Skaryna służył na dworze Albrechta Hohenzollerna w Królewcu. Dnia 16 maja 1530 roku książę wydał mu zezwolenie na wyjazd do Wilna, gdzie została jego rodzina, oraz listy do wojewody wileńskiego, w których wstawiał się za Skaryną w sprawie zwrotu jego majątku. Skaryna opuścił Królewiec i wyjechał do Wilna. Dwór Albrechta opuścili bez pozwolenia władcy osobisty lekarz księcia i drukarz. Udali się wraz ze Skaryną na jego zaproszenie do Wilna.
Dnia 5 lutego 1532 roku król Zygmunt Stary na wniosek kredytorów zmarłego Iwana Skaryny podpisał dekret, nakazujący aresztowanie Franciszka. Rozkaz króla został wykonany na początku marca 1532 roku, gdy Skaryna przybył do Poznania. Dnia 24 maja 1532 roku jego bratanek, Roman, wystarał się u króla o uwolnienie stryja i zakaz ścigania za długi brata. Miesiąc później, 17 czerwca 1532 roku, Franciszek Skaryna, który przebywał wówczas na służbie jako sekretarz i osobisty lekarz na dworze biskupa wileńskiego Jana, wystąpił o odszkodowanie w wysokości sześciu tysięcy złotych za straty, które wyrządzili mu kredytorzy zmarłego brata. Jesienią, 21 listopada 1532 roku król specjalnym dekretem wyzwolił Franciszka Skarynę spod władzy sądu, wojewodów, kasztelanów i starostów.

 
Strona tytułowa Biblii Ruskiej.

środa, 8 października 2025

Polska tolerancja wobec Żydów

Bogaty Żyd z Rzeczypospolitej w XVI wieku.
Portret imaginacyjny wygenerowany przez Copilot. 
 

Izaak ben Abraham z Trok o polskiej tolerancji wobec Żydów

„Jakoż na własne słyszeliśmy uszy, jak opowiadano i własnymi widzieliśmy oczami w dziełach autorów chrześcijańskich, iż w Anglii dopuszczano się w tych czasach wielkich okrucieństw; karzą srogą śmiercią wszystkich księży wiary papieskiej, wszystkich wyznawców i zwolenników tejże religii, a nawzajem tak samo postępują w Hiszpanii i we Francji, gdzie wyznawców nauki Marcina Lutra, tak okrutną śmiercią mordują, że każdemu, który o tym słyszy, włosy na głowie powstają. Lecz zdaje się, że to wszystko jest karą za ich grzechy, w wspomnianych bowiem trzech państwach, przelewano wiele krwi Izraelitów, bez najmniejszej przyczyny i prześladowano niewinnych do tego stopnia, że ich wygnano z krajów, gdzie się urodzili i przemieszkiwali tak, że ani jeden Izraelita tam nie pozostał.
Podobne postępowanie nigdy nie miało miejsca w Polsce, gdzie obecnie się znajdujemy. I owszem, tutaj pociągają do odpowiedzialności i surowo karzą tych, którzy im źle czynią lub szkodzą; tu nawet wspierają Żydów przychylnymi przywilejami, aby mogli mieszkać szczęśliwie i spokojnie. Królowie ziem tutejszych i ich dygnitarze (oby Bóg powiększył ich szczęście!) są miłośnikami wspaniałomyślności i prawości – toteż nie wyrządzają żadnego bezprawia lub krzywdy Żydom w ich krajach mieszkającym i dlatego też Bóg użyczył ziemi tej wielkiej potęgi i spokoju, tak dalece, że różniący się wiarą nie tchną ku sobie nienawiścią i nie wytępiają jedni drugich”.
Izaak ben Abraham z Trok (1533–1594) – pisarz polsko-karaimski, teolog judaistyczny, hebraista, lekarz i sofer (sekretarz) gminy karaimskiej w Trokach.

poniedziałek, 2 stycznia 2023

Obcy w kulturze polskiego średniowiecza cz. I. (A. Brückner)

Bolesław Chrobry. 
Ryt. A. Lesser.

Obcy w kulturze polskiego średniowiecza cz. I.
(Dzieje kultury polskiej A. Brückner)
Obok rodzimych działały, co przy zaczynającej się kulturze chrześcijańskiej było nieodzowne, wpływy obce. Niewiele o nich wobec ubóstwa źródeł wiemy; trudno nam ocenić wszystko-, co młoda organizacja państwowa wzorom frankońskim bezpośrednio zawdzięczała, ale na pewno wiemy, że nie tylko obce duchowieństwo, lecz i obce rycerstwo do Chrobrego jak do Szczepana się garnęło. Nie przypisywalibyśmy tradycji Gallowej wielkiego znaczenia, ale to, co on o obcych mówi, nie jego wymysłem trąci; wedle niego uskarżał się Chrobry, ...że brak mu rycerzy tylko. I którykolwiek prawy gość u niego w rycerskiej służbie się odznaczał, nie rycerzem, lecz królewicem się zwał (drużyna królewska?) i jeśli o którym z nich usłyszał, że w koniach, jak to bywa, czy w czym innym szwankuje, obsypywał go darami i mówił: „gdybym mógł tego prawego rycerza tak od śmierci bogactwami uwolnić, jak mogę jego niefortunę i ubóstwo moim dostatkiem przeprzeć, samą zachłanną śmierć bogactwami bym obciążył, abym tak dzielnego w rycerstwie zachował". 
Gdyby Chrobry pisał był „pouczenie" synowi jak Szczepan Emerykowi albo Włodzimierz Monomach synom, czytalibyśmy może i u niego te same słowa: Goście i przybysze tyle przynoszą pożywni, ze można ich godnie na szóstym miejscu dostojeństwa królewskiego zaliczyć. (Rzym wyrósł), bo wiele szlachty i mędrców z stron różnych tam spływało, Rzym byłby do dziś niewolnikiem, gdyby go Eneadzi nie byli zwolnili. Bo jak goście z różnych stron i prowincji przychodzą, tak samo wiodą z sobą rozmaite języki i zwyczaje, rozmaite świadectwa (documenta) i broń, co wszystko zdobi i wielbi pałac królewski, a przeraża zuchwałość obcych. Bo państwo o jednym języku i zwyczaju niedołężne i kruche bywa. Dlatego, synu, każę tobie, abyś ich z dobrą wolą żywił i miał we czci, aby chętniej u ciebie niż gdzie indziej mieszkali. Wiemy też istotnie od spółczesnego świadka (Thietmara), że Chrobry do swego wojska Niemców i Wągrów ściągał, i możemy na pewne przypuścić, że niejeden obcy u niego pozostał i ród szlachecki założył. Jeżeli nikogo niemal (prócz Czechów) wskazać nie możemy, czy temu nie zawinił i rozruch, r. 1037? Na Węgrzech przynajmniej tradycja trzynastowieczna twierdziła, że taki sam rozruch węgierski zwrócił się przeciw obcym, że wymordowano Niemców i Romanów (Latinos), nie oszczędzając kobiet ani dzieci i księży, których Piotr Wenecjanin plebanami i opatami ustanowił. Nawet parę lat później w Czechach — tu zupełnie bez podkładu religijnego, tylko w celach politycznych — książę Spycigniew r. 1055 wszystkich Niemców, bogatych czy ubogich, czy obcych, w ciągu trzech dni z Czech wyświecił. Ale bez tych obcych nie obeszło się ani w Czechach, ani na Węgrzech, ani w Polsce, tak jak drzewo młode, by dobrze rosło, obcą podporą się ubezpiecza, choćby i podpory z czasem odmieniać wypadało.

wtorek, 10 maja 2022

Włoskie wpływy w Polsce XVI i XVII wieku według Brücknera

Herb Rodziny Montelupich (Wilczogóra).

Włoskie wpływy w Polsce XVI i XVII wieku.
Dzieje kultury polskiej, A. Brückner)

Z Włochami znano się od wieków; wyjazdy na studia, podróże rzymskie (a niegdyś i awiniońskie), przypływ legatów, komisarzy, sekretarzy papieskich były tego podkładem; od XIV i XV wieku zjawiali się coraz liczniej kupcy, górnicy, awanturnicy, uczeni; dawniej raczej luźnie, od końca XV wieku masowo. Wyjazdy do Włoch i inwazja włoska połączyły dziwnie oba kraje mimo wielkiej odległości ziemi a odmienności typu. Polak wzdychał do Włoch; one zdawały mu się jedynym krajem szlachetnych, naśladowania godnych obyczajów, środowiskiem nauki i sztuki, wzorem urządzania państwa i życia. Tu uczył się wytworniejszej towarzyskości, trzeźwości, mierności; oduczał się pijatyki, kosterstwa, żarłoctwa; tu przyjmował mody, tańce, muzykę; podziwiał przyrodę i sztukę, bił kornie czołem żywym wspomnieniom świata starożytnego czy świętościom chrześcijańskim.
Trwał przez cały wiek ten nieprzeparty urok; wszystko, co włoskie, od stroju i mowy, od kapeli i kawałkatora, od towarów (bławatów, sukna) i wiktuałów (włoska ogrodowizna) do urządzenia służby i stołu — imponowało samym swoim pochodzeniem; każdy przywoził z Włoch coś więcej, ogładę, dworskość, wykwintność; przed „Włochem” Tomickim Piotrem wstydził się kardynał Fryderyk sporych polskich kielichów, kazał je chować; od nich uczono się nawet skracać biesiady i mniej hołdować „materii”. Przekonanie o wyższości Włochów było ogólne; oni nadawali ton w życiu, sztuce i nauce; Włochów powoływano na katedry; z Włoch sprowadzano budowniczych, rzeźbiarzy, medalierów; wszelki zbytek, rękawiczki i perfumy, szkła i krezy, obrazy i serwety, sajany i facelety, dochodziły nas z Włoch. Jedni Włosi ściągali za sobą drugich, a rok 1518, kiedy w orszaku Bony około 280 Włochów i Włoszek wjechało do Krakowa i rozpanoszyło się na Wawelu, był niemal zwrotnym. Bona otaczała się najchętniej rodakami, chociaż, mądra, nie wyzywała zbyt ogółu nagłym, jawnym wysadzaniem swoich pupilów; żenili się panowie polscy w jej fraucymerze, te Włoszki dla połogu do Krakowa zapraszała w swej troskliwości; ona starała się dla swych Włochów o tłuste prebendy, po czym się, niewdzięczni, z kraju wynosili. Wpływ był uszlachetniający, dobroczynny, dodatni; nie winą włoską stało się, że Zygmunt August najnieodpowiedniejszego Włocha za nauczyciela otrzymał; że niejeden inny Włoch (Stankar, Blandrata) w dziejach różnowierstwa najfatalniej się zapisał; że zachwycano się lekkością obyczajów włoskich, ale zapominano o twardym mundsztuku prawa, który hamował wybryki; co najgorsza, że nauki włoskie (wzory rządu, administracji, prawa) szły zupełnie w las. Jakież korzyści wynosiły jednostki? Jak zdobywały wiedzę, nie tylko prawniczą i lekarską, fachową, lecz jak się kształciły w tych samych humaniorach, dla których przecież i w Krakowie było miejsce? Co w ogóle Nidecki czy Zamoyski, Kochanowski czy Górnicki (nasuwa się szereg nieskończony imion) wynieśli z Padwy i Bolonii? Jak na nich oddziałali np. petrarkiści, widowiska sceniczne, Włoszki o tym animuszu, którego Polkom brakło? Że się nie we wszystkim zgadzały włoskie i polskie obyczaje; że niejedno rozumiało się we Włoszech, czego nie pochwalał albo nie pojmował Polak; że niejeden nauczył się lekceważyć wszystko polskie; że drugi zbytkom, rozpuście się tam oddał i tylko zdrowie i kieszeń zepsował, to w rachubę nie wchodziło. Nuncjusze i ich sekretarze godnie Rzym przedstawiali; za nimi roje kupców, przelotnie goszczących lub na stałe osiadających, |co dali początek znanym z dziejów miejskich rodom, co urządzali pierwszą pocztę tygodniową (Montelupi w Krakowie); obok kupców lekarze, muzycy — całe słownictwo muzyczne włoskimi terminami przesadzone świadczy o tym wymownie, od gorgów i rycwerków („strzępienia gardł”) aż do nazw tańców i instrumentów. Nie w Niemczech, we Włoszech napatrzono się pochodów tryumfalnych i naśladowano je w kraju, a przy końcu wieku już się zjawiały pierwsze przekłady albo naśladowania z włoskiego. Niewiele było dziedzin, w których wpływ włoski wcale się nie objawiał, np. wojskowość (choć bywali Włosi w polskiej służbie), gospodarstwo, dla zupełnie odmiennych klimatu i ziemi warunków. W polityce chroniono się raczej Włochów; „rady Kallimachowe”, czy autentyczne, czy zmyślone, odstraszały podejrzliwą szlachtę, która niewolę włoską trafnie oceniała, a własnego króla na poziomie doży weneckiego rada by widziała, która dawnego Rzymu z papieskim nigdy nie równała, dziedzictwa jakiegoś między nimi nie uznawała. Ależ i moralność włoska (renesansowa!) była bardzo podejrzana, nie tylko płciowa (nigdy Polka nie rościła sobie praw do włoskiej „wolności”), ale i społeczna; włoskie zdrady, intrygi, mściwość (o truciźnie i sztylecie mowy w Polsce być nie mogło) odrażały synów Północy, mniej skrytych, szczerych, dobrotliwych. Brakło więc zupełnej harmonii; miał Polak we Włoszech co chwalić, ale i ganić; dodatnich wpływów było nierównie więcej; szkoła była dobra, a uczeń pojętny; najbardziej nęciła go swoboda i lekkość towarzyska, ogłada. Nie brakło jednak obok chórów pochwalnych (np. u Janicjusza) i głosów przeciwnych; tak sądził o włoskich drogach stary Bielski (r. 1566): Ale dziś leda szlachcic, by się też zastawić, Musimy się do tych Włoch, widzieć świat, wyprawić; Już się wrócił do domu, przywiódł dwa dzianety, Trzy tysiące czerwonych wypadło z kalety. Ali koń zwiesił głowę, chocia dzianet włoski — Przetrwał go lichy rusak albo wałach polski... Pierwejci tu tych Włochów nigdy nie bywało, Franca, piżmo, sałata, z nimi to nastało. Owe pludry opuchłe, pończoszki, mostardy Niedawno to tu przyniósł włoski naród hardy. A podobnie, twierdził Górnicki: Z Włoch, powiem prawdę, więcej niektórzy złego przynoszą niż dobrego; nie przyniosą, co by Koronie było zdrowe, ale to przyniosą, czego nie umieć zdrowiej było. Wysokie ceny, a towar nieraz lichy odstraszały od kupców włoskich; gniewano się, że Włoch zbogaciwszy się kraj rzucał; szydzono z włoskiej mierności i wstrzemięźliwości, ale uznawano wyższość włoskich „rozumów”. Nie było jednak najmniejszej obawy, aby Polska „zwłoszała”, bo w porównaniu z masą szlachty i mieszczaństwa kółka włoskie nadzwyczaj szczuplały: niższe warstwy nic o Włoszech nie wiedziały, a różnowierców sam Rzym od nich odstraszał. Ograniczały się więc wpływy i wzory włoskie do sfer wyższego towarzystwa, męskich wyłącznie: do niższych sfer i do kobiet dolatywały tylko słabe, całkiem zewnętrzne, jak je moda właśnie narzucała.

piątek, 22 kwietnia 2022

Wpływy węgierskie w Polsce XVI i XVII wieku według Brücknera.

Kasper Bekesz (węg. Gáspár Békés de Kornyát oraz Kornyáti Bekes Gáspár, ur. 1520, zm. 7 listopada 1579 w Grodnie) – magnat węgierski, hrabia na Fogaraszu, pretendent do tronu w Siedmiogrodzie, podskarbi księcia Jana Zygmunta, dowódca węgierski w służbie Rzeczypospolitej

Wpływy węgierskie w Polsce XVI i XVII wieku 
(A. Brückner).

Węzły z Węgrami były ścisłe. Jeszcze panowali Jagiellonowie w Budzie, a żenił się Zygmunt z Barbarą Zapolyanką, nad której przedwczesną stratą i król, i naród bolał. Łączyła oba narody spólna służba wojskowa: służyli Polacy u Węgrów — taki Adam Czahrowski z drobiazgu, co się nawet w literaturze zbiorem niewybrednych wierszy zapisał (ułożył nawet dwuwiersz węgierski); przychodziło także do sporów, np. Węgier zarzucał Polkom, że są wszystkie nierządnice, na co Sienieński odparł: „nasze nierządnice rodzą cnotliwych synów; wasze cnotliwe Węgierki samych łotrów”. O Wągrach w służbie polskiej jeszcze więcej słychać, por. pamięć arianina Bekiesza w Wilnie, górę i wierszem, niby spowiedzią jego, uwieczniono. Ale i bez służby bawili Węgrzy w Polsce; pierwszy poeta węgierski, Walenty Balassi (1551—1594), dzielny żołnierz (Zamoyski wzywał go do zorganizowania hufca węgierskiego przeciw Turkom), przebywał wiele w Polsce, a w zbiorze jego wierszów (wydanych z jedynego odpisu w r. 1879) znachodzimy melodie polskie. I tak: nr 15, Do pszczół (z prośbą, by nie siadały na ustach kochanki) ma się śpiewać na polską nutę Byś ty wiedziała; na tę samą nutę i nr 22 (poeta przesyła jej sygnet z pelikanem: tak on gotów krew wylać); nr 50, o awanturze miłosnej wiedeńskiej, śpiewać na nutę polską A pod liesem (lasem?); nr 72 wiersz religijny: „pieśń polska od słowa do słowa i na tę sarnę melodię Blahoslaw (!) nas eta”; przy końcu wiersz o polskiej lutnistce, w której się gorąco rozkochał:
Zuzanna w mym sercu ogień ku sobie nieci,
Przez Kupida mnie w miłość wpędza;
Jej lice piękne
Jak piwonie świeże,
Jej jasny włos
Jak słońca promień
Albo żółtość szczerego złota;
Szczupła jej postać...
(tekst pierwszej zwrotki, ale o Zuzannie śpiewał on już w swej wiedeńskiej pieśni). Na koniec wiersz o jednym rymie, jakiś Versus latricanus (?), utwór do jakiejś kortyzanki Annuśki Budowskionki; między innymi pyta:
Jędrna Annuśko,
Czemu mi się srożysz...
Patrz, jak ochocze wszystkie, co tańczą itd.
Te pieśni, zdaje się, ogólnie tańcami były. Autor wymienia jakiegoś Malgrudiana (?), którego tłumaczy. Działali w Siedmiogrodzie jezuici polscy, np. ksiądz Wujek; właśnie z Siedmiogrodem łączyły naszych arian ścisłe stosunki wzajemne. Obok wyznaniowych były i inne: siedmiogrodzkie konie (sekiel farbowany) i prasy winne były u nas znane.
Silniejsze nierównie były wpływy, co od nas do nich szły. Kraków w pierwszej połowie wieku był zawsze jeszcze uczelnią węgierską; uczniem krakowskim był i słynny Siedmiogrodzianin Honter, apostoł protestantyzmu węgierskiego, autor gramatyki łacińskiej drukowanej w Krakowie; to ustało, gdy Węgry „zheretyczały”; jeszcze pojawiały się druki węgierskie w Krakowie. Mohacz i Buda silnie się w Polsce odbiły (o Budzie długi wiersz się przechował); przez Izabelę, Zapolyę, i ich syna, domniemanego dziedzica po Zygmuncie Auguście, splotły, się z Węgrami losy niejednego magnata (Jarosz Łaski!) i wojaka, który na dwór siedmiogrodzki śpieszył (Gruszczyński np., co niemal album Polaków siedmiogrodzkich za wzorem Rejowym wypisał); wybór Batorego te węzły wzmocnił — mimo zaciętych przeciwników, na których później trafił. Ale to były wpływy, jeśli wojskowość pominiemy, zewnętrzne: strój narodowy kontusz i delia, magierka i kopieniak (płaszcz), katanka (katona ‛żołnierz’) i ciżmy, forga (kita) i kołpak — to wszystko węgierskie, jak nazwy dowodzą; dalej pojawiała się już na dworach pańskich służba węgierska, hajducy, rekrutujący się nie tak z Węgrów, jak z Słowaków-Matiasów, których nieurodzajne góry między „Lachów” spychały; z ich trybu niejedno słówko w obieg poszło, dziś znowu zapomniane; węgierską piechotę utrzymywali panowie świeccy i duchowni; opierał się o nią Batory. Już od poprzedniego wieku zjawiali się między Karpatami i Bieszczadami wołoscy pasterze, tworząc całe wsi wołoskie z kniaziami na czele; od nich to otrzymały nasze góry nazwy wołoskie; ich osobliwsze gospodarstwo, zanim się w końcu nie wynarodowili, swoim odrębnym słownictwem przetkało nasze mleczarskie, do dziś w górach używane. Z dziczą wołoską samą, co nieraz celem dla fantastycznych wypraw pańskich i kozackich służyła (a nawet jeszcze w pierwszej połowie wieku Pokuciu strasznie się we znaki dawała), stosunków kulturalnych jeszcze nie było; jeszcze tkwiła ona sama zupełnie w pisemnictwie słowiańskim (bułgarskim).

wtorek, 23 czerwca 2020

Czeremisi w wojsku koronnym

Czeremisi z wojska koronnego (połowa XVII wieku). 
Rys. B. Gembarzewski.

Czeremisi w wojsku koronnym.

W armii pierwszej Rzeczypospolitej służyło wiele narodowości, a jedną z najbardziej egzotycznych byli Czeremisi. W staropolskiej historiografii Czeremisami zwano również Tatarów - Lipków, co do tej pory powoduje wiele nieporozumień przy analizie źródeł. Część tego niewielkiego plemienia (Czeremisów) na początku XVI wieku porzuciła swój nadwołżański matecznik, najprawdopodobniej na skutek konfliktu z Tatarami kazańskimi. Osiedlili się na Podolu, w Barze i okolicach, a także w Kamieńcu i Brzeżanach. W 1565 roku w samym Barze mieszkało ok 50 rodzin czeremiskich. Status prawny i zajęcia Czeremisów opisuje dokument z tego samego roku wydany przez starostę barskiego.
"Czeremiskie miasto, albo Górny Bar leży na drugiej stronie rzeki Rowu za stawem. w tym miasteczku mieszkają czeremiscy ludzie narodu tatarskiego, a jest ich domów przeszło 50; którzy Czeremisowie żadnych podatków nie dawają, ani z domów, ani z roli, chociaż orzą, i owszem mają, wedle swego przywileju, wioskę dla folwarków swych i staw dobry na rzece Ladowie pod miasteczkiem Jołtuszkowem, którego spust sprzedają, gdy trzy lata wynijdą, za złotych 180, i młyn, z którego pożytek między siebie dzielą, nadto z prowentu starostwa barskiego dawają im każdego roku złotych 200 monety i liczby polskiej. Między tymi Czeremisami mieszkają Polacy i Ruś, którzy z każdego domu płacą czynszu dorocznego po groszy 15, a tego czynszu przychodzi wójtowi tamtego miasta czeremyskiego dziedzicznemu groszy 6, a jest domów 45, a iż gospodarze w nich mieszkają, rolę orzą, dają owsa po 3 trzecinniki, ale do tego wójt nic nie ma."
Warunkiem udzielenia Czeremisom gościny w Rzeczypospolitej było zobowiązanie do służby wojskowej. W zamian za swoje przywileje wystawiali jedną chorągiew kawalerii, (ok. 70 ludzi). Byli na tyle zasobni, że stać ich było na dobre konie, opancerzenie wedle standardów jazdy „kozackiej” (pancernej) i uzbrojenie (chętnie używali krótkich lanc). Już w połowie XVI wieku odznaczyli się służąc sławnemu zagończykowi, staroście barskiemu Bernardowi Pretwiczowi („za pana Pretfica spała od Tatar granica”). Warto tutaj dodać, że jego rodzina miała związek z powiatem jaworskim , a ich tutejszym gniazdem był przez jakiś czas Myślibórz. Za zasługi Czeremisów w służbie na pograniczu królowa Bona w 1547 roku lokowała wieś Czeremisy.
Katastrofą dla barskich Czeremisów było Powstanie Chmielnickiego. W sierpniu 1648 roku zmobilizowali wszystkie siły (ok. 500 ludzi) dla obrony Baru. Niepomni doznanych od Rzeczypospolitej dobrodziejstw zdradzili jednak, przechodząc na stronę zbuntowanych Kozaków. Część historyków uważa, że postawieniu w sytuacji bez wyjścia, bez nadziei na odsiecz chcieli po prostu ratować własne majątki. Nic im to jednak nie dało. Po zakończeniu tej bratobójczej wojny podolskich Czeremisów liczono raptem na 10 domostw (wedle spisu z 1661 r.). Nigdy nie podnieśli się już z tego upadku. Część z nich porzuciła tryb osiadły, zajmując się rozbojem. W 1672 roku jakieś watahy Czeremisów (o trudnej do określenia liczebności) przyłączyły się do zbuntowanych Tatarów litewskich – Lipków. Pod koniec XVII wieku czeremiskie osadnictwo na Podolu praktycznie zanikło.

Mikołaj Leon Sapieha

Mikołaj Leon Sapieha herbu Lis (ur. 1644, zm. 1685) - uczestnik bitwy  pod Wiedniem, kolejno: kasztelan wołyński i wojewoda bracławski.   ...