środa, 5 listopada 2025
Grzegorz Piramowicz
piątek, 14 lutego 2025
Wojciech z Brudzewa
Wojciech z Brudzewa był wyraźnie nieufny wobec systemu geocentrycznego. Jako pierwszy stwierdził, że Księżyc porusza się po elipsie i że w stronę Ziemi zwrócony jest zawsze tylko jedną stroną. Zestawił tablice do obliczeń położenia ciał niebieskich. W 1482 napisał dzieło Commentariolum super Theoricas novas planetarum Georgii Purbachii [...] per Albertum de Brudzewo, które było komentarzem do podręcznika Nowe teorie planet (Theoricae novae planetarum) Georga von Peurbacha. Wojciech z Brudzewa nie krył swojej opinii o niedoskonałości systemu Ptolemeusza. Wykazywał niezgodność wielu obserwacji z teorią Ptolemeusza. Nie wyciągał jednak wniosków do końca, nie próbował stworzyć własnej teorii. Zniechęcony do tej nauki, straciwszy wiarę w jej możliwości poznawcze, przerzucił się na filozofię Arystotelesa. Wkrótce zresztą porzucił uniwersytet.
niedziela, 21 stycznia 2024
O Akademii Lwowskiej według Kitowicza
O Akademii Lwowskiej
Acz jezuici mieli w zakonie swoim mężów wielce uczonych, nie mieli jednak doktorów, ponieważ ten tytuł w innych szkołach żadnemu profesorowi nie mógł być dany, tylko w akademii, gdy kto albo się go przez stopnie nauki dosłużył, i taki doktor zwał się: persona promota, albo też przez pieniądze dokupił, którym to drugim sposobem otrzymujący doktorską godność zwany był doctor bullatus. Takimi doktorami bullowymi zostają najwięcej prałaci i kanonicy katedralni, biorący prelatury albo kanonie doktoralne, to jest: na doktorów św, teologii, filozofii, medycyny i prawa kanonicznego fundowane, którzy tych nauk mało co albo wcale nic nie umiejąc, czynią zadość woli fundatorów samym tytułem doktorskim, przez bullę otrzymanym, którego dostępują pospolicie dawszy akademikom kilkadziesiąt czerwonych złotych. Ci naznaczają mu dzień do egzaminu publicznego, który musi starający się o doktorstwo odprawić. Dają mu pytania, które na egzaminie mają mu być zadawane, i zaraz odpowiedzi na nie, których powinien się nauczyć jak pacierza. Odprawiwszy taki examen właśnie jak sprawę kondyktową, wszyscy mu winszują doskonałej nauki i wybornego z niej popisu. Wypijają potem za zdrowie i kosztem doktorującego się kilkadziesiąt butelek wina albo czasem i obiad dobry lub kolacją z łaski jego zjedzą i dają mu bullę, iż się na doktorstwo w tej a w tej sciencji rite et legitime promowował; to trochę odstępnie od Akademii Lwowskiej dla zabawy Czytelnika napisałem, za co przepraszam wracając do materii. Lecz jezuici, którzy mając swoje szkoły mieliby sobie za wstyd w cudzych terminować, a tym bardziej pieniędzmi dokupować się doktorstwa, ile gdy szydercy na doktorów bullowych złożyli wierszyk uszczypliwy: "doctor bullatus, asinus coronatus", z tym wszystkim, chcąc koniecznie dopiąć przez inny sposób zaszczytu doktorskiego, postarali się u Augusta III o przywilej podnoszący szkoły ich lwowskie do tytułu i prerogatyw akademii. Co im z łatwością przyszło, gdyż królowa, żona Augusta III, święta wielce pani, miała rządców sumnienia swego jezuitów, którzy dla zakonu swego, co chcieli, przez nią u króla wyrabiali.
Skoro się objawiła na polskim horyzoncie Akademia Lwowska, natychmiast powstały przeciw niej Akademii Krakowskiej pióra, dowodząc pismami publicznymi, iż w całej Koronie Polskiej nie może być i nie powinna inna akademia, która by nie była szczepem i odnogą Krakowskiej Akademii, tak jak wywodzili być szczepami swymi akademie zamojską, poznańską i wszelkie inne tu i ówdzie szkoły lub szkółki przez akademików trzymane, koloniami nazwane.
Po takich wywodach i odwodach przeciwnej strony, dzielących na dwie partie panów, do których się po protekcją to jezuici, to akademicy udawali, zapozwała Krakowska Akademia jezuitów lwowskich do asesorii o skasowanie przywileju na założenie akademii w Lwowie, otrzymanego podstępnie z krzywdą praw kardynalnych Akademii Krakowskiej. Lecz że jezuici mieli po sobie króla i kanclerza, a do tego sprawa o tę akademią, niedawno zjawioną, wytoczyła się jakoś na dwa lub trzy lata przed śmiercią Augusta III, więc będąc z umysłu dla przyjaźni jezuitów zwłóczoną, nie wzięła końca. Król, wyjechawszy do Saksonii, tam wkrótce umarł; za czym Akademia Lwowska została w swojej istocie do czasów Stanisława Augusta, następcy po Auguście III.
Zdaje mi się, żem wypisał wszystko, a może aż do uprzykrzenia Czytelnikowi, cokolwiek do nauk, gatunku szkół i obyczajów studenckich za czasów Augusta III należało. Teraz mi należy młódź szkolną wyprowadzić spod rózgi i ukazać ją w różnych stanach, do których się taż młodzież udawała. Te zaś stany były i są po dziś dzień: stan duchowny, stan prawnicki, pod imieniem palestry rozumiany, stan żołnierski, stan dworski; do tych pospolicie stanów rozchodziła się młódź z edukacji pierwszej, wyjąwszy, że się czasem jaki młodzik, mędrszy nad lata albo od rodziców lub opiekunów tym traktem poprowadzony, dla familii albo fortuny prosto ze szkół ożenił; a co się częściej trafiało, że dyrektor, przytarłszy zębów nad łaciną, poślubił dożywotnią służbę jakiej ciepłej wdówce, u której syna służył za dyrektora. Lecz to były przypadki, nie zwyczaje. I ja teraz nie mam woli opisywać stanów ludzi doskonałych, tylko te, do których się młodzież garnęła, wyżej wyrażone, a idąc porządkiem zaczynam od duchownego.
("Opis obyczajów za panowania Augusta III", Jędrzej Kitowicz)
sobota, 21 stycznia 2023
O antypatyi studentów dwoistych szkół według Kitowicza
W któremkolwiek miejscu znajdowały się dwoiste szkoły, naprzykład: pijarskie i jezuickie, albo téż jezuickie i akademickie, jakie były w Poznaniu, nigdy tam między studentami nie było pokoju: jedni drugich prześladowali, dziwackiemi imionami przezywali, a często od słów, przychodziło do guzów. Jeżeli professorowie obojga szkół jedni z drugimi zostawali w dobréj przyjaźni; to takowe zaczepki i poswarki wzajemném przewiniających z obu stron ukaraniem poskramiali. Lecz, jeżeli między professorami nie było zgody, studencka nienawiść tém bardziéj rosła; a że się bez przyczyny nie lubili, słusznie takowe wzajemne od siebie odrażenie, nazwać należy antypatyą. Skutki zaś jéj częstokroć bywały dosyć szkodliwe, osobliwie w warszawskich szkołach, gdzie między samymi Jezuitami i Pijarami trwająca nieustannie zazdrość; raz w tych, drugi raz w owych szkołach większéj i znaczniejszych studentów liczby, albo podsycała, albo dyssymulowała studenckie kłótnie. Bywał zwyczaj w obojgu szkołach, gdy Wisła stanęła, że nawiedzali Loret N. Panny u Bernardynów, na Pradze będący. Jeżeli się tedy obiedwie szkoły w jeden dzień wybrały w tę świętą dróżkę, a spotkali się z sobą na Wiśle, gdzie jedni przed drugimi chronić się nie mogli; rzadko kiedy minęli się bez bitwy, do któréj bywał początek z małéj dziatwy, która pijarskich studentów okrzykała kurtami; a pijarska jezuickich szpicami; do tych słów przydając inne uraźliwe, jako to: „Pijara psia wiara,“ „„Jezuita, psia lelita““ i tym podobne. Dzieci najprzód zaczynały między sobą walkę pięściami, pazurami czesząc sobie wzajem czupryny, albo téż ciskając na się kulkami śniegowemi; za dziećmi małemi pociągali się starsi, a za tymi dyrektorowie, używając do spotkania kijów, a naczas i szabel, do wzajemnego siebie i samych nawet professorów w tumult zamieszanych okaleczenia. Co potem nuncyatura między professorami sądziła, godziła, lub duchownym sposobem karała. A zaś między studentami z takowych batalii tym większa antypatya rosła.
Rektorowie obojga kolegiów i prefekci szkół, upominali professorów, aby się jednego dnia do Loretu nie schodzili, a na ten koniec, ażeby jedni drugich o dniu swojéj peregrynacyi ostrzegali. Lecz majsterkowie młodzi, lubiący takie wojny, zamiast odkładania na inszy dzień drogi loretowéj, z umysłu ją na ten naznaczyli, w który ją téż i druga szkoła odprawić postanowiła; albo téż przez frantostwo wzajemne zwiódłszy jedni drugich w dniu doniesionym, trafunkiem się razem schodzili. Przecież nigdy w tych bitwach nie przyszło do wielkiego krwi rozlania, albo do zabójstwa, bo się téż potykali nie żołnierze, ale studenci, których zapalczywość prędko się porywała, a jeszcze prędzéj gasła, za pierwszym guzem po łbie, albo po pysku, od kija oberwanym. Szablaści zaś rycerze, dawszy komu kreskę, coprędzéj zmykali w kupę, aby nie byli poznani i karani, a czasem dla tego i do szkół więcéj nie powracali.
("Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III". Rozdział II, Jędrzej Kitowicz)
piątek, 23 grudnia 2022
Akademia Lubrańskiego
piątek, 15 kwietnia 2022
Łacina w Rzeczypospolitej
„Język łaciński jest między nimi w tak powszechnym używaniu, że mało jest takich – nie tylko między szlachtą, ale nawet między mieszczanami i rzemieślnikami – którzy by go nie rozumieli i płynnie nim nie mówili”
Hieronim Lippomano (wenecki dyplomata)
„Nie trudno nauczyć się języka (łaciny), bo w każdym mieście, w każdej prawie wsi jest szkoła publiczna”.
Fulvio Ruggieri (nuncjusz papieski w liście z 1565 r.)
„Z licznego grona Polaków, którzy na 50-ciu rydwanach 4-o konnych wjechali do stolicy, żadnego nie było, któryby po łacinie doskonale nie mówił; że płonęła od wstydu wszystka szlachta (francuska), gdy gościom na ich częste pytania i wyborne (łacińskie) mowy tylko na migi odmrukiwać musiano; że w całym dworze tylko się dwuch znalazło, którzy posłom owym umieli odpowiedzieć mową łacińską i tych też naprzód wypchniono”.
F. de Thou (francuski historyk opisując przybycie w 1573 r. polskiego poselstwa do Henryka Walezego.
„I któryż z tych narodów grubszym nazwać się może? Czy na łonie Włoch urodzeni? A wszak z nich ledwo setną część znajdziesz, żeby po łacinie i po grecku umieli, a nauki lubili. Czy też Polacy, z których bardzo wielu oba te języki posiada? W naukach zaś i umiejętnościach tyle kochają się, że cały wiek niemi zajęci trawią”
Marc Antoine de Muret (francuski humanista z XVI wieku).
„Między tymi przebywasz ludźmi, którzy niegdyś barbarzyńskim byli narodem; dzisiaj my przy nich barbarzyńcami jesteśmy. Oni wygnane i pogardzone z Grecyi i Lacjum Muzy w chętne i gościnne u siebie przyjęli ramiona”.
Justus Lipsius (flamandzki filozof, filolog i klasyczny historyk w liście do przyjaciela przebywającego w Polsce)
„Między stem (setką) szlachty ledwo dwuch znaleźć można, którzyby języków łacińskiego, niemieckiego i włoskiego nie umieli, bo też w każdej choćby najdrobniejszej wiosce jest szkółka”.
Jean Choisnin (Pamiętniki o elekcji Henryka Walezjusza na króla polskiego)
„Człowiek, który potrafi mówić po łacinie, może odbyć podróż z jednego końca Polski na drugi z taką łatwością, jak gdyby urodził się w tym kraju. Mój Boże! Cóż by uczynił dżentelmen, któremu by przyszło podróżować po Anglii, a który nie znałby żadnego języka prócz łaciny (...). Nie mogę się nie użalić nad kondycją takowego podróżnika”.
Daniel Defoe (1728).
-
Polscy magnaci z XVI wieku. Podług drzeworytu z epoki. Rys. J. Kossak. Wysoka szlachta na początku XVI wieku. Figury wzięte z pontyfi...
-
Ciężkozbrojni z początku XVI wieku. Od lewej: nadworny rycerz królewski według Pontyfikału Erazma Ciołka, starosta drohobycki Emeram Salomon...
-
Dragoni Gwardii Konnej Koronnej z czasów Augusta Mocnego. Rys. B. Gembarzewski. Od lewej: służący oficerski i oficer Gwardii Konnej Koronne...
Mikołaj Leon Sapieha
Mikołaj Leon Sapieha herbu Lis (ur. 1644, zm. 1685) - uczestnik bitwy pod Wiedniem, kolejno: kasztelan wołyński i wojewoda bracławski. ...





