Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 kwietnia 2026

Bank pobożny w Krakowie

Piotr Skarga Pawęski Członek Zgromadzenia Ojców Jezuitów [...] 
zmarły dnia 27 września 1612 r. w Krakowie.

Bank pobożny w Krakowie
Encyklopedia Staropolska Zygmunta Glogera

Gdy ksiądz Piotr Skarga był w Rzymie, powstały tam od niedawna bractwa miłosierdzia i banki pobożne, oddające ważne usługi ubogim warstwom ludności. Gorejąca miłością bliźniego dusza Skargi zapragnęła, aby te dobroczynne bractwa i banki zaszczepić na ziemi ojczystej. Zbadał więc je bliżej i statuta rozpatrzył, a kiedy potem stanął w Wilnie na wysokiem stanowisku rektora Kolegium wileńskiego i vice-prowincjała zakonu jezuitów w Polsce, pierwsze tam rzucił nasiona bractwa miłosierdzia. Odwołany w czerwcu r. 1584 do Krakowa na superjora przy kościele św. Barbary, w październiku t. r. zawiązał tam Bractwo Miłosierdzia (ob.) którego głównem zadaniem było wyszukiwanie nędzy, wstydzącej się żebrać. Gdy samo stowarzyszenie jałmużnicze nie było wystarczającem, Skarga, na życzenie prowincjała jezuitów Campana, zawnioskował utworzenie filii, którą nazwał Komorą potrzebnych lub Mons pietatis (góra pobożności), na wzór tych, jakie widział w Rzymie. Zadaniem tego banku pobożnego było zebranie pewnego kapitału obrotowego do rozpożyczania ubogim i potrzebującym na zastawy, bez żadnego procentu, czyli niesienie pomocy w nagłej potrzebie i zabezpieczenie przed lichwą. Mądra organizacja tej „Komory potrzebnych“, spisana przez Piotra Skargę, odpowiadała zadaniu wielkiej doniosłości. Prowincjał jezuitów Campanus złożył pierwszy na ten cel na ręce ks. Skargi (r. 1588) złotych 10. Bractwo Miłosierdzia ofiarowało złp. 200. Jeszcze za życia swego doczekał się ks. Skarga, że Komora potrzebnych mogła rozpożyczać na fanty rocznie około 5000 złotych, co na owe czasy równało się tyluż dukatom. Za wojen szwedzkich, pierwszej w połowie wieku XVII i drugiej na początku XVIII, Kraków ratował się pieniędzmi tego banku, składając je jako okup nieprzyjacielowi. Pomimo to wszystko w sto lat po śmierci Skargi (r. 1712) Bank pobożny miał kapitału 89,310 złp. Koniec wieku XVIII i początek XIX o tak wielkie przyprawił go straty, gdy jedne fundusze na domach i dobrach zrujnowanych wojnami przepadły, inne skutkiem ewaluacyi pieniędzy papierowych o 70 na sto zmalały, że w r. 1816 kapitał obrotowy na fantach wynosił zaledwo 38,000 złp. Odtąd jednakże tak zaczął rosnąć pomyślnie, że w roku 1884, w którym obchodzono trzechwiekowy jubileusz Bractwa Miłosierdzia, wynosił 260,880 złp. Ogólna suma wypożyczonych pieniędzy bez procentu przez lat 68, t. j. od r. 1816 do 1884 wynosiła 6,800,000 złp., a dziesiątki tysięcy ludzi biednych, zasłoniętych przed lichwą i ocalonych w nagłej potrzebie, mogło błogosławić pamięć wielkodusznego człowieka, który taki ogrom dobrodziejstw wyświadczył potomnym współrodakom. Jeszcze większy niż Banku pobożnego fundusz Arcybractwa Miłosierdzia, tak nazwany jałmużniczy, liczący r. 1884 kapitału 1,596,431 złp., tryumfem był dla tej instytucyi w trzeciem stuleciu jej bytu. Gdy r. 1584, w dniu założenia bractwa, liczyło ono tylko 7-u członków, to jeszcze za życia Skargi, r. 1607, widzimy wpisanych braci 1043 i sióstr 612. Zato w drugim wieku swego istnienia przedstawia się bractwo bardzo ubogo, bo od r. 1684 do 1784 zapisało się do niego tylko 150 mężczyzn i 170 niewiast. Ale w trzecim stuleciu, po r. 1884, zapisało się 929 mężczyzn i 36 sióstr. W roku tym liczyło bractwo członków żyjących 251, protektora, starszego i podstarszego, 12 radców i 14 wizytatorów, pełniących obowiązki bezpłatnie. W książce jubileuszowej, wspaniale wydanej kosztem Arcybractwa, część historyczną napisał ks. Polkowski, a rachunkową dr. Cyfrowicz i Gwiazdomorski. Medal z wizerunkiem ks. Skargi i napisem: „X. Piotr Skarga Pawęski, założyciel Bractwa Miłosierdzia, 1584“, a na odwrotnej stronie: „Imię jego w wiecznej pamięci biednych żyć będzie“ — wybito w srebrze, bronzie i metalu brytańskim. Wizerunek ks. Skargi rozrzucono w 2 tysiącach egzemplarzy.

wtorek, 4 listopada 2025

Franciszk Skaryna

Franciszek Skaryna. 
Rycina z 1517 roku.

Franciszek Skaryna, także spotykany zapis Skoryna (ur. przed 1490 rokiem w Połocku, zm. po 1540 roku w Pradze) − ruski humanista, drukarz, wydawca, filozof, tłumacz Biblii z języka staro-cerkiewno-słowiańskiego na język ruski (starobiałoruski) – Biblia Franciszka Skaryny (Biblia Ruska), artysta-grafik, pisarz, lekarz i przedsiębiorca. Skaryna jest uważany za prekursora drukarstwa wschodniosłowiańskiego oraz piśmiennictwa białoruskiego. Franciszek Skaryna urodził się w Połocku (będącym ważnym ośrodkiem Wielkiego Księstwa Litewskiego; do 1504 roku stolicą namiestnictwa połockiego, które od tej pory nazywano województwem połockim) w latach osiemdziesiątych XV wieku w rodzinie kupca Łukasza Skaryny.  
W 1504 wyjechał do Krakowa, aby podjąć tam studia. Dwa lata później uzyskał na Akademii w Krakowie stopień bakałarza sztuk wyzwolonych. Nie wiadomo, gdzie przebywał i gdzie pobierał nauki w latach 1506–1512. Pod koniec pierwszej dekady XVI wieku otrzymał stopień magistra medycyny, a na początku 1510 roku – stopień doktora. 5 listopada 1512 roku został dopuszczony przez Radę Dyrektorów kolegium medycznego uniwersytetu w Padwie bez uiszczenia wymaganej opłaty do egzaminów na stopień doktora medycyny. Po ich zdaniu w dniach 6 i 9 listopada 1512 roku otrzymał ten tytuł naukowy.
Około 1517 roku Franciszek Skaryna założył w Pradze drukarnię. Dnia 6 sierpnia 1517 roku wydał pierwszą książkę – Psałterz w języku cerkiewnosłowiańskim. Następnie przystąpił do tłumaczenia Biblii na język ruski (białoruski). W sumie przez ponadroczną działalność w Pradze wydał dwadzieścia dwie księgi biblijne. Na początku lat dwudziestych XVI wieku Franciszek Skaryna opuścił Pragę i zamieszkał w Wilnie, gdzie w domu najstarszego burmistrza wileńskiego, Jakuba Babicza, założył pierwszą drukarnię w Wielkim Księstwie Litewskim. Około 1522 roku wydał w niej Małą książeczkę podróżną. W marcu 1525 roku wydrukował ostatnią swoją książkę – Apostoł. 
W 1530 roku Franciszek Skaryna służył na dworze Albrechta Hohenzollerna w Królewcu. Dnia 16 maja 1530 roku książę wydał mu zezwolenie na wyjazd do Wilna, gdzie została jego rodzina, oraz listy do wojewody wileńskiego, w których wstawiał się za Skaryną w sprawie zwrotu jego majątku. Skaryna opuścił Królewiec i wyjechał do Wilna. Dwór Albrechta opuścili bez pozwolenia władcy osobisty lekarz księcia i drukarz. Udali się wraz ze Skaryną na jego zaproszenie do Wilna.
Dnia 5 lutego 1532 roku król Zygmunt Stary na wniosek kredytorów zmarłego Iwana Skaryny podpisał dekret, nakazujący aresztowanie Franciszka. Rozkaz króla został wykonany na początku marca 1532 roku, gdy Skaryna przybył do Poznania. Dnia 24 maja 1532 roku jego bratanek, Roman, wystarał się u króla o uwolnienie stryja i zakaz ścigania za długi brata. Miesiąc później, 17 czerwca 1532 roku, Franciszek Skaryna, który przebywał wówczas na służbie jako sekretarz i osobisty lekarz na dworze biskupa wileńskiego Jana, wystąpił o odszkodowanie w wysokości sześciu tysięcy złotych za straty, które wyrządzili mu kredytorzy zmarłego brata. Jesienią, 21 listopada 1532 roku król specjalnym dekretem wyzwolił Franciszka Skarynę spod władzy sądu, wojewodów, kasztelanów i starostów.

 
Strona tytułowa Biblii Ruskiej.

Sefer Muratowicz

Portret Sefera Muratowicza.
Na podstawie obrazu z epoki wygenerował Copilot.

Sefer Muratowicz – ormiański kupiec, polski dyplomata na Bliskim Wschodzie, sekretarz Jego Królewskiej Mości, urzędnik kancelarii królewskiej, sprawnik królewski, naczelnik wszystkich Ormian w Polsce do 1652 roku.
Pochodził z Karahisar w Iranie. Od 1596 roku handlował we Lwowie z tamtejszymi Ormianami i towarzyszył poselstwom osmańskim do Polski[2]. W latach 1601−1602 jako wysłannik dyplomatyczny króla Zygmunta III Wazy na dworze szacha Abbasa I omawiał plany koalicji antytureckiej. W czasie pobytu w Iranie zamówił i nadzorował wykonanie namiotu, szabel, dywanów i tkanin do ozdobienia warszawskiej rezydencji królewskiej. Po powrocie do Polski otrzymał w uznaniu zasług przywilej na import towarów orientalnych, immunitet sądowy oraz tytuł królewskiego dostawcy i sługi. W następnych latach osiadł w Zamościu, a potem Kamieńcu Podolskim.Po 1613 roku wzmiankowany jako szlachcic pod imieniem Seweryn. Ostatnia wzmianka o Muratowiczu pochodzi z roku 1631.

 

Sefer Muratowicz.
Portret z epoki.
Źródło

niedziela, 2 listopada 2025

Jan Jonston

Portret Jana Jonstona - miedzioryt Christiana Romsteta (1673).

Jan Jonston (ur. 3 września 1603 w Szamotułach, zm. 8 czerwca 1675 w Składowicach) – polski przyrodoznawca, historyk, filozof, pedagog, lekarz, pisarz medyczny i przyrodniczy; swoje prace publikował jako Joannes Jonstonus. Europejską rangę naukową zyskał jako autor prac z dziedziny historii naturalnej, a jego dzieła były tłumaczone i wielokrotnie wznawiane.
Był synem szkockiego imigranta Simona Johnstona (zm. 1618), który był kalwinem i w 1596 roku wraz z dwoma braćmi - Gilbertem oraz Franciszkiem uciekł ze Szkocji przed prześladowaniami religijnymi. Wraz z Franciszkiem osiadł w Polsce poślubiając w 1601 roku mieszczkę szamotulską Annę Becker (zm. 1617). W 1603 roku ze związku tego urodził się Jan Jonston. Para miała również drugiego syna Aleksandra.
Jan Jonston urodził się w 1603 roku w Szamotułach leżących wówczas w granicach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Przez prawie całe życie związany był z Wielkopolską i czuł się Polakiem. Wielokrotnie pisał o sobie w dokumentach i dziełach spisanych po łacinie „Polonus”, „Lesnense” lub „Scoto-Polonus”. Świadczą o tym m.in. własnoręczne wpisy uczonego zachowane w księgach immatrykulacyjnych zagranicznych uczelni gdzie studiował: Polonus, medicinae studiosus w Groningen, Scoto-Polonus medicinae, philosophiae et atrium collentissimus we Franeker.
Od 1611 uczył się przez trzy lata w szkole braci czeskich w Ostrorogu, skąd przeniósł się do gimnazjum ewangelickiego w Bytomiu Odrzańskim, gdzie uczył się w latach 1616–1617. Kontynuował naukę w gimnazjum Toruniu (1619–1623), skąd wyniósł doskonałą znajomość języka hebrajskiego. W latach 1623–1625 studiował w Szkocji (w St. Mary’s College na Uniwersytecie w St Andrews) język hebrajski, filozofię i teologię. Osiadł w Lesznie, gdzie pracował jako nauczyciel prywatny oraz gimnazjalny. Wiele podróżował po Europie (Włochy, Francja) i doskonalił swoje wykształcenie we Frankfurcie nad Odrą, Lipsku, Wittenberdze, Berlinie, Groningen, Franeker (od 1629 studia medyczne), Lejdzie (1630, 1632–1633), Londynie (1631) i Cambridge (1631, 1634). Powrócił do Leszna w 1632, wkrótce został lekarzem nadwornym wojewodzica Bogusława Leszczyńskiego oraz lekarzem miejskim miasta Leszna (nosił oficjalny tytuł Archiater et Civitatis Lesnensis Physicus Ordinarius). 
W roku 1632 uzyskał doktorat z medycyny na uniwersytecie w Lejdzie i potwierdził w tym samym roku w Cambridge. Jego osiągnięcia badawcze znalazły uznanie i otrzymał propozycje objęcia katedr na uniwersytetach (w Deventer w 1631, we Frankfurcie nad Odrą w 1642, w Heidelbergu w 1642, w Lipsku w 1663), ale żadnej nie przyjął. 
Po spaleniu protestanckiego Leszna przez wojska polskie w czasie potopu szwedzkiego opuścił ziemie Rzeczypospolitej i w 1656 przeniósł się do swojego majątku w Składowicach koło Lubina. Tam też zmarł 8 czerwca 1675; jego zwłoki kilka miesięcy później przewieziono do Leszna. Jonston stworzył wybitne dzieła typu encyklopedycznego. Zgłębiał filozofię, teologię oraz nauki przyrodnicze – szczególne zasługi ma w dziedzinie entomologii, botaniki i ornitologii. Był też pierwszym polskim autorem, którego praca była popularyzowana w Japonii i miała wpływ na kształtowanie się wiedzy o historii naturalnej w tym kraju już w czasach sioguna Yoshimune Tokugawy.

Strona na Wikipedii
Artykuł na Hrabia Tytus
Artykuł na Laboratorium
Opracowanie Bronisława Świderskiego


Jan Jonston (ok. 1650). 
Ryt. Matthäus Merian Młodszy. 

Strona tytułowa "Historiae naturalis” (1653)/

wtorek, 28 października 2025

Bykowe według Glogera

Zaloty. W stylu XIX wiecznego europejskiego 
romantyzmu wygenerował Copilot. 
 

Bykowe, kara czyli wina, opłacana dworowi za uwiedzenie dziewki poddańczej. Tak wymagało stare prawo zwyczajowe, że w którym domu nastąpiło uwiedzenie dziewczyny, tam gospodarz, u którego służyła i pod czyją opieką zostawała, albo ojciec (jeżeli była u rodziców), wreszcie sam winowajca opłacał do dworu za ten występek karę, zwaną „bykowem“. Bykować — znaczyło karę bykowego opłacać. Pisarze nasi z wieku XVI i XVII często o tym zwyczaju wspominają. Wzmiankuje o nim „Stadło małżeńskie, z r. 1561. Gawiński w „Sielankach“ pisze: „Z ciebie staroście, gdy mu co rok bykujesz, dobry procent roście“. Szymonowicz także w Sielankach powiada:

Chociaż czeladź trzymają gorzej niż w klasztorze,
Przecie co rok bywają z bykowym we dworze.

Trzeci sielankopisarz Zimorowicz równie nie przemilcza tej kwestyi, widocznie w życiu sielankowem nie należącej do rzadkich wypadków:

Nie wiele on sieluszkom na fawory tracił,
Tylko bykowe przez rok kilka razy płacił.

Wreszcie pisze o bykowem i W. Potocki w swoich Jovialitates, tudzież autorowie duchowni uniccy i prawosławni, ci, którzy pisali w wieku XVII po polsku, jak Sakowicz, archimandryta dubieński, i Piotr Mohiła, metropolita kijowski.

(Encyklopedia Staropolska Zygmunta Glogera)

poniedziałek, 27 października 2025

Drzwi Gnieźnieńskie (cz. I) - „Święty Wojciech oskarża Żydów”


Kwatera Drzwi Gnieźnieńskich

„Święty Wojciech oskarża Żydów”

Większość z nas przynajmniej na ilustracjach widziała Drzwi Gnieźnieńskie. Jeden z najcenniejszych zabytków pierwszych wieków naszej historii przedstawia w płaskorzeźbionych kwaterach sceny z życia świętego Wojciecha, od narodzin do śmierci. Kilka, jak np. scena śmierci czy wykupienia zwłok jest często przedstawiane w różnych podręcznikach. Inne są szerzej praktycznie nieznane. Przykładem może być scena sporu św. Wojciecha z czeskimi Żydami. Widzimy na niej biskupa (w centrum) przed czeskim królem Bolesławem II Pobożnym (z prawej), oskarżającego Żydów (na lewo od Wojciecha) o handel chrześcijańskimi niewolnikami (z lewej). Przyszły święty napomniał wówczas władcę, aby ten przestał tolerować ów proceder. Jakie było historyczne tło tej sceny?
Handel niewolnikami był we wczesnym średniowieczu jednym z najzyskowniejszych „interesów” Europy środkowej i wschodniej. W IX i X wieku bardzo mocną pozycję na tym rynku zdobył sobie Kaganat Chazarski. Państwo to w IX wieku politycznie i kulturowo opanowali Żydzi bizantyjscy. Judaizm przyjęła wówczas część chazarskich elit. Zarówno „starzy” jak i „nowi” Żydzi Chazarii uczynili z handlu niewolnikami (wysyłanymi do krajów muzułmańskich) podstawę swojej siły ekonomicznej. Pchnęło to kaganat do wielu agresywnych wojen z sąsiadami. Głównym konkurentem, a z czasem otwartym wrogiem, Chazarów okazała się Ruś. Po kilku wojnach, na przełomie lat 965/66, książę Światosław I ostatecznie złamał potęgę kaganatu. Już wcześniej część chazarskich kupców przeniosło na ziemie Słowian zachodnich, gdzie kontynuowali swój proceder. Po złamaniu kaganatu do pierwszych emigrantów dołączyły następne grupy. Działali początkowo za pozwoleniem miejscowych władców (odstępując im za to część zysków). Ich wpływy sięgały nawet północnego Połabia. Rozwój feudalizmu sprawiał jednak, że książętom i królom stopniowo przestawało się to opłacać, bo bardziej niż zysków z handlu niewolnikami potrzebowali na miejscu siły roboczej. Dodatkowym problemem okazało się szerzenie chrześcijaństwa. Jego kler coraz częściej otwarcie występował, nawet przeciwko swoim władcom, o zaniechanie sprzedawania w niewolę chrześcijan. Jednym z epizodów tego sporu było właśnie uwiecznione na Drzwiach Gnieźnieńskich wystąpienie biskupa Wojciecha (Adalberta) Sławnikowica przed czeskim królem i publiczne oskarżenie przez niego Żydów. Nie była to pierwsza akcja biskupa w tej sprawie. Wcześniej wielokrotnie, za własne pieniądze wykupywał on niewolników od żydowskich kupców. Wystąpienie Wojciecha i upomnienie króla odbiło się szerokim echem w krajach słowiańskich, czego wyrazem było min. umieszczenie tej sceny na drzwiach katedry gnieźnieńskiej. Odważna akcja biskupa nie zakończyła handlu niewolnikami w Europie środkowej, ale z pewnością była jednym z impulsów przyspieszających ostateczny upadek tego haniebnego procederu.



sobota, 25 października 2025

Legendarni przodkowie Mieszka I - Siemowit

Siemowit. Według rysunku Szymona 
Kobylińskiego wygenerował Gemini. 

Siemowit – pierwszy 

Jeśli zapytamy przeciętnego Polaka o pierwszego władcę z dynastii Piastów, to, o ile nie spał na lekcjach historii, odpowie zapewne, że był to Mieszko I. Z pewnością ów władca był pierwszym zapisanych w oficjalnych źródłach. Czy jednak rzeczywiście był pierwszym z dynastii i budowniczym państwa? Kronika Polska Galla Anonima wymienia przed nim trzy imiona: Siemowita, Lestka i Siemomysła. Bardzo długo uważano ich za postaci historyczne. Część badaczy zakwestionowała pod koniec XIX wieku zakwestionowała przekaz Galla, uznając trzech pierwszych władców za zmyślonych przez kronikarza, a ich imiona za czysto symboliczne. Od lat 60-tych ubiegłego stulecia większość historyków zwróciła jednak Siemowita, Lestka i Siemomysła oficjalnej historiografii, uznając ich za pierwszych z dynastii i twórców państwa polskiego.
Poglądy przemawiające za uznaniem trzech pierwszych Piastów można z grubsza przedstawić następująco:
 - mocno podkreślaną intencją Galla było przekazywanie rzeczywistych informacji, a nie „tworzenie historii”, i wzbogacanie jej zmyślonymi wątkami. Możemy więc z dużym prawdopodobieństwem założyć, że w historii Siemowita, Lestka i Siemomysła przekazał rzeczywisty stan wiedzy o początkach dynastii.
- mało prawdopodobnym jest, aby zaledwie po stu kilkudziesięciu latach na piastowskich dworze zupełnie zaginęła pamięć o protoplastach rodu, tak, że kronikarz musiał uzupełniać tą lukę zmyśleniami.   Każda dynastia przywiązywała ogromne znaczenie do pamięci o przodkach. Dlaczego Piastowie mieliby być jakimś wyjątkiem?
- współczesne badania archeologiczne potwierdzają, że panowanie Mieszka I nie oznaczało utworzenia państwa Piastów, ale przyspieszenie procesu rozpoczętego znacznie wcześniej.
Wróćmy zatem do Siemowita. Według Galla był  synem Piasta i Rzepichy, a wnukiem Chościska i nieznanej z imienia kobiety. Z dzieciństwem przyszłego księcia łączy się legenda o postrzyżynach. Odprawiano je w ojcowskim domu, zgodnie z tradycją po ukończeniu przez chłopca siódmego roku życia.  W trakcie uczty (skromnej, bo Piast był zwykłym oraczem) dwóch tajemniczych gości dokonało cudownego rozmnożenia jadła, dzięki czemu można było zaprosić ówczesnego władcę plemienia Popiela (Pąpyla). Przybysze ostrzygli piastowego syna nadając mu imię Siemowit. Zdaniem językoznawców pochodzi ono od słowiańskiego semja (rodzina) i oznacza przywódcę rodu.
Hipotetyczne lata życia Siemowita to 845 do 900. Władzę nad macierzystym grodem (?) objął  gdzieś w 2 połowie IX wieku.  Przekaz Kroniki Polskiej głosi dalej, że „Siemowit tedy osiągnąwszy godność książęcą, młodość swą spędzał nie na rozkoszach i płochych rozrywkach, lecz oddając się wytrwałej pracy i służbie rycerskiej zdobył sobie rozgłos zacności i zaszczytną sławę, a granice swego księstwa rozszerzył dalej niż ktokolwiek przed nim”. Co realnie osiągnął? Tego nie potrafimy precyzyjnie opisać. Być może to on wzniósł gród, który stał się gniazdem i bazą wypadową dla jego następców. Być może "granice księstwa" rozszerzył nie dalej nad to, co widział z wałów swojego grodu. Prawie na pewno pozostawił jednak myśl o tym, żeby iść coraz dalej, poza horyzont. Jego synem i następcą był Lestek – drugi książę z dynastii Piastów.


środa, 22 października 2025

Kontrowersje - "Księgi Jakubowe"

Jakub Frank.


Kontrowersje - "Księgi Jakubowe"

Kiedy pojawiły się "Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk to zainteresowany tematem kupiłem, przeczytałem .... a potem odłożyłem na półkę do zapomnienia. Dlaczego? Jako literatura "Księgi" to naprawdę nic wielkiego, ale ... de gustibus . Nobla bym za to nie dał. Rozumiem że komuś może się to podobać. Zraziło mnie jednak drastyczne przekłamanie historii jakiego Tokarczukowa dopuściła się w tej książce. Postawiła ruch Jakuba Franka na de facto zmyślonym tle, co gorsza zmyślonym pod jawnie podsuwaną tezę że to Polacy byli winni katastrofalnej biedzie i zacofaniu żydowskich mas w Rzeczypospolitej. Jak to było naprawdę? Owszem, frankiści byli masowym ruchem jawnego buntu części Żydów .... ale przeciwko im własnym elitom. To jest ta część historii Żydów w Polsce, którą faktycznie wyrzucono ze współczesnych narracji. W dużym skrócie - rabiniczne elity żydowskich kahałów w miarę gwałtownego wzrostu żydowskiej populacji w Królestwie Polskim faktycznie przejęły całkowitą kontrolę nad własnymi gminami. Niestety kapitalnie ułatwiła im to wyjątkowo szeroka autonomia przyznawana przez naszych królów oraz ich niechęć do mieszania się w wewnętrzne konflikty Żydów. Skutek był taki, że masy żydowskie z pokolenia na pokolenie poddane były coraz gorszemu uciskowi .... ale ze strony własnych elit, a nie jak to sugeruje Tokarczuk przez Polaków. Gmin, zwłaszcza wiejskie, zwłaszcza w centralnej i wschodniej Polsce stopniowo całkowicie zamknęły się i pogrążyły w stagnacji kulturowej oraz gospodarczej. Ich zacofanie w pierwszej połowie XVIII wieku było już wręcz tragiczne. Opozycję wobec otaczającego świata dodatkowo wzmagał podkręcany przez rabinów obskurancki fanatyzm. Wszystkich nie dało się jednak sterroryzować i ogłupić. Część Żydów widziała, że wokół ludzie żyją inaczej. Widzieli też to, że część ich własnych pobratymców, niewielka ale widoczna ... też żyje inaczej. Chcieli coś zmienić i w rozpaczliwej kontestacji czekali tylko na przywódcę. Właśnie te nastroje, ten narastający oddolny protest wykorzystał dla własnych celów Jakub Frank. Nie udało się i większość Żydów w Rzeczypospolitej pozostała zamkniętymi na rzeczywistość ortodoksami, w swojej masie biednymi, społecznie upośledzonymi i beznadziejnie zacofanymi. Nikomu poza sobą jednak nie szkodzili, a dzisiaj albo w ogóle wyciera się ich z historii, albo całkowicie się ją przekłamuje, jak to zrobiła w swojej książce Tokarczuk.

niedziela, 19 października 2025

Marywil w Warszawie

Marywil w 1733 roku. 

Marywil – nieistniejący już XVII-wieczny kompleks handlowo-usługowo-hotelowy w Warszawie, w rejonie dzisiejszych ulic Senatorskiej i Wierzbowej.
Do wieku XVII w rejonie tym znajdowały się zabudowania Żupy Solnej, które zostały zniszczone podczas potopu szwedzkiego. Królowa Maria Kazimiera poleciła na jej miejscu wznieść – na pamiątkę czynów wojennych Jana III Sobieskiego – budowlę w kształcie pięciokąta, przeznaczoną na apartamenty królewskie, kaplicę Matki Boskiej Zwycięskiej oraz kilkadziesiąt sklepów. Marywil był przeznaczony przede wszystkim dla kupców cudzoziemskich sprzedających w Warszawie importowane towary luksusowe. Skutecznie konkurowali oni z kupcami ze Starej Warszawy.
Obiekt zaprojektowany przez Tylmana z Gameren wzniesiono w latach 1685–1696. Główny wjazd do Marywilu znajdował się od strony ulicy Senatorskiej, na osi założenia. Prowadził na duży dziedziniec otoczony arkadami o powierzchni 5100 m². Nazwa kompleksu (fr. Marie Ville, Miasto Marii) pochodzi od imienia inicjatorki przedsięwzięcia.
Marywil został rozebrany w 1825 roku w związku z budową Teatru Wielkiego, który znajduje się częściowo na jego miejscu. Do ok. 1840 nazwę placu Marywilskiego nosił dzisiejszy plac Teatralny.

sobota, 18 października 2025

Chodzić w palcaty ... według Glogera

Palcaty. Mal. J. Maszyński.


Palcat
(Encyklopedia Staropolska Zygmunta Glogera)

Palcat — pręt drewniany, używany do fechtunku, do wymiaru plag cielesnych i przez tresujących młode konie. W książce z r. 1600 p. n. „Gospodarstwo jezdeckie, strzelcze i myśliwcze“ czytamy: „Palcat, póki konia jeżdżą (ujeżdżają), potrzebny jeźdźcowi w ręce, bo gdy podnieść, to w przodek, a gdy wybić, to w zad chlusnąć, i z upornej strony w bieganiu przed oko koniowi zagrozić nim, więc i pod kolana, kto chce, aby grzebał, albo klękał, a przez golenie, aby się wysoko nie podnosił koń“. Młodzież, używająca powszechnie palcatów do wprawy i nauki fechtunku, ażeby się nie uderzać niemi boleśnie, oplatała pręt drewniany prostą słomą i tak opleciony nazywała dopiero palcatem. Jakoż było się czemu przypatrzyć — powiada Kitowicz — kiedy się dwaj dobrali do palcatów: bili się aż do zmordowania, a tak sztucznie każdy się palcatem swoim zastawiał ze wszelkich stron, wzajemnie adwersarza swojem przycięciem sięgając, że żaden żadnego ani w gębę, ani w głowę, ani po bokach nie mógł dosięgnąć. Nietylko studenci byli wprawni w używanie palcatu, ale też często młodzi jezuici i pijarzy. Po dworach panów służebna młodzież szlachecka lubiła chodzić w palcaty, a nawet wzięła czasem ochota i samych panów.

 

Faraon według Glogera

Arystokraci grający w "Faraona".
Obraz wygenerował Copilot. 

Faraon
(Encyklopedia Staropolskam Zygmunta Glogera)

Gra w karty, jedna z najhazardowniejszych. Podług Kurjera warsz. (Nr. 224 z r. 1827), zaczęła się upowszechniać w Polsce około r. 1731. Za Augusta III i Stanisława Poniatowskiego grywano w faraona zwłaszcza po domach arystokratycznych, assamblach, balach, redutach i nawet pokojach królewskich, stawiając na kartę po tysiąc dukatów, a nawet po sto tysięcy złotych. Zgrywano się do koszuli, przegrywano pieniądze, skrypta, fanty, wioski; długi jednak kartowe (powiada Gołębiowski) płacono święcie, a nawet sądy za nie „tradować” (zabierać mienie) pozwalały. Jan R..... z chudego pachołka w karty kilkanaście miljonów zrobił majątku. Kupił dwie wsie od księcia Antoniego Sułkowskiego za wygranych jednej nocy 300,000 złotych pol. Inny M..., jak sam się chwalił, od tego zaczął, że, będąc młodym chłopcem, babkę w marjasza ogrywał i zawsze ze 40-tu mógł się odezwać. Jeden ze zbogaconych szulerów H..... mawiał, że jest panem z panów a nie z chłopów, bo poddanych nigdy nie miał a dochody ciągnął z bogaczów. Gdy raz grał w domu zajezdnym podczas burzy i piorun zabił mu w stajni służącego, nie przestając grać, odezwał się niezmieszany: „Gdyby tak piorun zabił mnie, powiedzianoby, że Bóg ukarał mnie za to, że głupich ogrywam.” Do najgłośniejszych karciarzy należał Walicki, o którym złośliwie mówiono, że z markiera bilardowego powstał. Znalazł on wstęp do dworu francuskiego, gdzie królową, żonę Ludwika XVI, i wielu książąt ogrywał i przyszedł do posiadania sławnych klejnotów. Odznaczył się jednak tem nad innymi karciarzami, że darami i zapisami wsparł akademję wileńską i liceum krzemienieckie. Sama gra zwana faraonem powstała z Makao czyli rouge ou noire z tą różnicą, że gdy bankier ciągnął karty, zgadywać było potrzeba w faraonie już nie kolor, ale kartę. Gry hazardowne kwitły po miastach i na niektórych dworach magnackich, potępiane surowo we dworkach szlachty kontuszowej i staropolskiej, która, wcześnie chodząc spać i rano wstając, miewała zaledwie czas na mariasza.

środa, 15 października 2025

Senat litewski według Glogera

Pierwszy z trzech aktów unii horodelskiej z przywieszonymi pieczęciami 
polskiego króla Jagiełły i litewskiego wielkiego księcia Witolda.

Senat litewski 
(Encyklopedia Staropolska Z. Glogera). 

Utworzony przez Władysława Jagiełłę na sejmie w Horodle roku 1413, na wzór senatu polskiego, rozwijał się podług wyrobionych już form i pojęć o wolności w narodzie polskim, od którego Litwa czerpała swoją cywilizację i wiarę. Przykład ustroju społeczeństwa polskiego i polskich swobód musiał być na Litwie potężny, skoro Jagiełło w 27 lat po wstąpieniu na tron polski sam znosi nieograniczone samowładztwo swoje w dziedzicznej Litwie i stanowi dla narodu swego senat. Akt unii horodelskiej opiewa między innemi: „Też same w Litwie co i w Polsce stanowią się dostojeństwa, krzesła i urzędy, t. j. w Wilnie i Trokach wojewodowie, kasztelanowie i na innych miejscach, jak się nam podoba postanowić. Dygnitarze ci będą z katolików, równie jak ziemscy urzędnicy i wchodzący do rad naszych katolikami być powinni, dlatego, że różnica w wierze stanowi różnicę w zdaniach i że potrzebne tajemnice w radzie bywają wynoszone”. Król pierwszych czterech wielkorządców zamianował w Horodle, bo widzimy, jak wojewoda wileński bierze polski herb Leliwa, trocki h. Zadora, kasztelan wileński h. Rawicz, a kasztelan trocki h. Lis. Obok świeckich senatorów, polskim obyczajem wchodzą do wielkorady litewskiej i biskupi, jakoż w Horodle obecni byli: wileński, kijowski i włodzimierski (późniejszy łucki). Po wojnie grunwaldzkiej i ustanowieniu nowego biskupstwa żmudzkiego przybywa biskup żmudzki i tak zwany „starosta żmudzki”, czyli wojewoda. Tworzą się i ministerjalne urzędy, z których pierwszym na Litwie był marszałek. Liczba marszałków ziemskich doszła do 12-tu. Za kanclerzem przyszło grono pisarzów. Na Rusi powstają namiestnicy i wojewodowie: w Łucku, Orszy, Brańsku, Połocku, Witebsku, ale niżsi od wojewodów wileńskiego i trockiego, ustanowionych w Horodle. W świeckim senacie Litwy po dwuch wojewodach i dwuch kasztelanach, wileńskich i trockich, piąte krzesło zajmował starosta żmudzki, a szóste wojewoda kijowski. Po kijowskim pojawiają się: smoleński, połocki, nowogródzki i witebski, a wreszcie od r. 1520 podlaski. Król Zygmunt I, pomimo oburzenia panów litewskich, zrobił wyłom w prawie horodelskiem, zastrzegającem krzesła senatu litewskiego dla samych katolików, bo znakomitego hetmana Litwy, księcia Konstantego Ostrogskiego, wyznawcę wiary greckiej, mianował najprzód kasztelanem wileńskim, potem r. 1522 wojewodą trockim. Na przywileju Zygmunta dla monastyru pieczarskiego z lipca r. 1522 podpisany jako pierwszy świadek biskup wileński, drugi wojewoda trocki, trzeci idzie wojewoda wileński. Król zapraszał nieraz do wielkorady i panów bez krzeseł senatorskich. Tak wszedł do rady litewskiej książę słucki Olelkowicz, metropolita kijowski wyznania greckiego. Litwa i Rusie, do niej należące, chcą stanowczo organizować się po polsku, mieć taki sam senat, jak koronny. Ruska szlachta z Wołynia prosi Zygmunta Augusta staropolskiem wyrażeniem, aby jej urzędników do „panów rady” litewskiej przypuścił. Król reformuje senat litewski, krzesła według starszeństwa osadza, w miejsce marszałka wołyńskiego stanowi wojewodę. Dalej pojawiają się nowi wojewodowie: brzeski, mścisławski, bracławski (na Ukrainie), miński, i porządkiem chronologicznym zajmują krzesła poniżej podlaskiego. W Horodle ustanowiono tylko dwie kasztelanje: wileńską i trocką, Zygmunt August tworzy kasztelanję w każdem województwie, żeby izba senatorska na Litwie nie była pośledniejszą od koronnej. O wojewodach wyraża się ten król, że „należą do najsekretniejszych rad królewskich i są zawsze przy boku królewskim”. Gdy unja lubelska w r. 1569 z dwuch senatów, litewskiego i koronnego, utworzyła jednolitą izbę senatorską, czyli wielkoradę Rzplitej, weszło do niej 37 dygnitarzy litewskich, a mianowicie: biskupów 4, wojewodów 16, kasztelanów 12 i ministrów na sposób koronny 5-ciu, bo hetmanowie i podskarbiowie nadworni pozostali poza senatem. Gdy jednakże do Małopolski zaliczono Wołyń i Ukrainę, 8-miu senatorów przeszło w poczet dygnitarzy małopolskich, a Wielkie Księstwo Litewskie pozostało przy 29 konsyljarzach w wielkoradzie Rzplitej.

Dwie rzeczy osobliwe w Polsce


Dwie rzeczy osobliwe w Polsce 
(Jan Długosz).

Dwie zaś rzeczy ma Polska cudowne i podziwienia godne, o których nie pojmuję dlaczego milczy Solinus, opisujący bardzo starannie inne ciekawości świata, ile że są prawdziwe i zasługują na wzmiankę, jako dzieła twórczej potęgi przyrodzenia, nie pośledniejsze bynajmniej od tych, które rzeczony Solin wymienia. Naprzód, iż na polach wsi Nochowa, blisko miasteczka Szremu, w dyecezyi Poznańskiej, tudzież we wsi Kozielsku, w obwodzie Pałuk, niedaleko miasteczka Łękna, rosną garnki wszelakiego rodzaju, samo przez się, sztuką wyłączną przyrody, i bez wszelkiej pomocy ludzkiej, kształtów rozmaitych, podobno do tych, jakie ludziom służą do domowego użycia; słabe wprawdzie i miękkie, dopóki spoczywają w ziemi i w swoich jamach rodzinnych, ale gdy z nich wydobyte na wietrze albo słońcu stwardnieją, dosyć mocne. Są one rozmaitej postaci i objętości, niemal jakby sztuką garncarską wyrabiane; a co mi jeszcze dziwniejszem się wydaje, że płodność ich przyrodzona, jak uważano, nigdy się nie zmniejsza, chociaż ziemia nie bywa otwieraną. Powtóre, że w lasach, polach i borach miasteczka Potylica, tudzież wsi Hrabieni i Prosni, w okolicy Bełzkiej, dyecezyi Chełmskiej, drzewa sosnowe taką własność mają i przyrodę, że jeżeli się z nich część jaka, np. gałąź lub prątek utnie albo odłamie, bądź całe drzewo spuści, po kilku latach, to co było drzewem z życiem roślinnem, przybiera postać i własności krzemienia, i jak krzemień rodzimy za uderzeniem ogień wydaje, zachowując objętość i kształt, w jakim było ucięte, przyrodę zaś głazu i krzemieńca".

wtorek, 14 października 2025

Legendarni przodkowie Mieszka I - Lestek

Książę Lestek. Na podstawie rysunku 
Szymona Kobylińskiego wygenerował Gemini. 

Lestek (Leszek), syn Siemowita, ojciec Siemomysła i dziadek naszego pierwszego historycznego władcy Mieszka I. Jego imię tłumaczy się jako "chytry, przebiegły, podstępny, mądry". Współcześnie  domniemuje się, że od jego imienia wzięły się terminy  "Lestkowie" i "Lestkowice", którymi jeszcze za Mieszka I nazywano populację państwa Polan. Przyjmuje się hipotetycznie, że urodził się około 870–880, a objął rządy około 900–910. Większość literatury przyjmuje, że zmarł przypuszczalnie w latach 930–940. Henryk Łowmiański przesuwał datę zgonu na około 950. Pierwotnie nie dało się datować na rządy Lestka żadnych wydarzeń. Gall Anonim zapisał odnośnie Lestka, że "Po jego (tj. Siemowita) zgonie na jego miejsce wstąpił syn jego Lestek, który czynami rycerskimi dorównał ojcu w zacności i odwadze. Po śmierci Lestka nastąpił Siemomysł, jego syn". Obecnie możemy przypisać Lestkowi rozpoczęcie tzw. rewolucji piastowskiej, czyli militarno-ekonomicznej koncentracji władzy w rękach księcia i budowy pierwszych potężnych grodów państwowych – pierwszego w Grzybowie, w latach 915–922. Według Stanisława Zakrzewskiego żoną Lestka mogła być księżniczka morawska. Z kolei Stanisław Kętrzyński odkrył XIV wieczny przekaz belgijskiej kroniki, sugerujący, że ową żoną była saska księżniczka. Jednym z synów tego małżeństwa miał być Ewaker, przyszły biskup Leodium. Hipotetyczny czas zgonu Lestka historycy umiejscowiają gdzieś między rokiem 930 i 950. Następcą drugiego księcia z dynastii Piastów był jego syn Siemomysł.

sobota, 4 października 2025

Jesteśmy wyjątkowi? OCZYWIŚCIE!

Królewski chorąży z początku XVII wieku. 
Fragment "Rolki Sztokholmskiej".

Jesteśmy wyjątkowi?

Oczywiście że tak! Wielkim, absolutnie karygodnym, błędem naszego nauczania historii jest wbijanie dzieciom i młodzieży że „jesteśmy tacy sami” (w domyśle - „jak reszta Europy”). Nigdy nie byliśmy i obyśmy nigdy nie byli. Każdy naród i każde państwo powstaje przez wyjątkowe okoliczności, które kształtują jego historię i kulturę. Dlatego każdy jest na swój sposób inny i tego nie da się całkowicie zniweczyć nawet kilkoma dekadami ideologicznej orki. Nie inaczej jest z nami.
Powstaliśmy jako państwo na granicy dwóch światów. Z jednej strony Cesarstwo i chrześcijańska Europa, z drugiej od niedawna też chrześcijańska ale idąca już swoją drogą Ruś. Wystartowaliśmy później niż sąsiedzi, ale szybko zaczęliśmy nadrabiać zaległości i zawsze mogliśmy czerpać z większego bogactwa źródeł. Najpierw były to wpływy skandynawskie i niemieckie, ale szybko doszły italskie czy nawet arabskie (za pośrednictwem Żydów). Z Rusią mieliśmy szerokie kontakty już za pierwszych Piastów. Za ostatnich ich owoce były już wyraźnie widoczne, zwłaszcza na wschodzie Królestwa Polskiego. Potem „poszło już z górki”. Żydzi (największa diaspora w Europie), Ormianie (którzy stworzyli nam unikalny styl sarmacki), Tatarzy, masy Niemców, zapomniane dzisiaj a zasłużone rzesze Szkotów, Italczycy, Francuzi, „Olendrzy” … i tak dalej. Polska kultura na tym skrzyżowaniu szlaków przez nasze centrum Europy stała się niepowtarzalnym zjawiskiem, którego wyjątkowego bogactwa … sami dzisiaj nie znamy i nie rozumiemy. Życie na styku światów odbijało się nie tylko na kulturze materialnej, ale też na każdym innym aspekcie rzeczywistości. Praktycznie od zawsze walczyliśmy inaczej niż reszta Europy. Szybko nauczyliśmy się łączyć styl zachodni ze strategią i taktyką Wschodu. W ten sposób ukształtowała się np. nasza superjazda – husaria i jej sławni następcy - ułani. Nasza kultura polityczna szybko poszła własną drogą. Rozwój praw obywatelskich i parlamentaryzmu przełożył się głęboko na strukturę społeczną i obyczaje przestrzeni publicznych. W Polsce było po prostu więcej ludzi wolnych, obdarzonych prawami politycznymi niż w dowolnym kraju ówczesnej Europy. Fakt, że z czasem poszło to w złym kierunku i skończyło się katastrofą, ale to było i odcisnęło na nas piętno nie do zatarcia – tak w tym co dobre jak i co złe. Zawsze inaczej traktowaliśmy kobiety. Społeczna pozycja Polek szybko stała się ewenementem, zauważalnym i komentowanym jak Europa długa i szeroka. Tak na marginesie – komentowanym z reguły zdecydowanie nieprzychylnie, na Wschodzie i na Zachodzie. Nie wiem skąd to się wzięło. Niektórzy łączą ten społeczny i kulturowy unikat z wyjątkowym rozpowszechnieniem się w Polsce kultu maryjnego. Jakkolwiek się to zaczęło realia życia w środku Europy też zrobiły swoje. Polki zawsze były nie tylko piękne, ale też po prostu musiały być extra silne i zaradne żeby przeżyć i chronić swoje rodziny. Wyjątkowo traktowane wyjątkowe kobiety w wyjątkowym kraju …. dzięki nim przetrwaliśmy czas „narodu bez państwa” … i aż nie wypada tłumaczyć, że nie wolno o tym zapominać.
Żydzi - „temat rzeka” … tak bardzo odróżniający nas od reszty Europy. W średniowieczu, kiedy na Zachodzie pogromy i wypędzenia były cyklicznie powtarzającą się normą, nasi władcy poszli zupełnie inną drogą. Przyjmowali Żydów chętnie, zapewniając im ochronę prawną i swobodą praktyk religijnych. To też zostało od razu zauważone i „skomentowane”. Szczególnie nieprzychylni takiej polityce Piastów byli nasi zachodni sąsiedzi, którzy już od XIII wieku przy każdej okazji jeździli z donosami do „centrali” święcie oburzeni na to, że Polacy nie dość nie biją Żydów, to jeszcze robią sobie jaja z zasad dyskryminacji wypracowanych w „cywilizowanej Europie”. „Centrala” na szczęście w zasadzie się nie mieszała. Jeżeli czasem wydawała jakieś „rytualne” połajanki to nasi biskupi oczywiście grzecznie je przyjmowali … i totalnie ignorowali. Z czasem to wszystko się niestety zepsuło. Ogromnie zaszkodził brak efektywnych mechanizmów asymilacji (uboczny skutek polskiej tolerancji) i upadek państwa. Drogi Polaków i większości Żydów tragicznie się rozeszły, ale dziedzictwo stuleci życia na jednej ziemi pozostało.
Przez wieki byliśmy inni wobec „innowierców”. Kiedy „cywilizowana Europa” nawet nie próbowała o tym myśleć nasz Paweł Włodkowic udowadniał na soborze w Konstancji że narody pogańskie też mają prawo do spokojnego życia we własnych państwach. Kiedy Zachodem wstrząsały wojny religijne nasz król uznawał religię za prywatną sprawę poddanych a stan polityczny uchwalał prawne podstawy polityki tolerancji (Konfederacja Warszawska). To też się z czasem fatalnie zmieniło, choć nie tylko z naszej winy i na pewno nie do końca. Dziedzictwo tamtego czasu pozostało jednak w naszej kulturze i wciąż jest mocne, chociaż czasem go nie dostrzegamy a z reguły nie rozumiemy.
Byliśmy inni, jesteśmy … i niech tak będziej dalej. Nie mamy żadnych powodów do kulturowych kompleksów wobec Zachodu, wręcz przeciwnie. To co opisałem to tylko krótki, mocno pobieżny szkic. Zachęcam do własnych studiów i przemyśleń.

 

Mikołaj Leon Sapieha

Mikołaj Leon Sapieha herbu Lis (ur. 1644, zm. 1685) - uczestnik bitwy  pod Wiedniem, kolejno: kasztelan wołyński i wojewoda bracławski.   ...