Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lutego 2024

Grzegorz z Sanoka

Grzegorz z Sanoka. 
Rys. Sz. Kobyliński.

Grzegorz z Sanoka herbu Strzemię, inne formy nazwiska Gregorius Sanocensis, Gregorius Sanoceus, Gregorius de Sanok (ur. ok. 1407 w okolicach Sanoka, zm. 29 stycznia 1477 w Rohatynie) – polski duchowny rzymskokatolicki, profesor Akademii Krakowskiej, arcybiskup metropolita lwowski w latach 1451–1477, pierwszy przedstawiciel renesansowego humanizmu w Polsce, krytyk scholastyki i poeta. 
Syn Piotra, mieszczanina sanockiego oraz ławnika sądu wyższego prawa niemieckiego na zamku w Sanoku. Miał brata Pawła noszącego przydomek Długosz. Kalimach informuje, że urodził się in pago, non procul a fonte Istulae – w zapadłej wsi, nad Wisłokiem.
Dokładną relację dotyczącą życia i działalności Grzegorza z Sanoka podaje Adam Fastnacht w swej pracy Pochodzenie społeczne studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego z diecezji przemyskiej w latach 1400–1642. Według niej Grzegorz jako 12-letni chłopiec uciekł z domu i po trwających 10 lat wędrówkach dotarł aż za Łabę. Około 1421 rozpoczął naukę w Krakowie. Zajmował się m.in. przepisywaniem rękopisów, śpiewem i muzyką. W 1428 zapisał się na Akademię Krakowską, gdzie uzyskał stopień bakałarza. W 1433 został profesorem poezji rzymskiej. W latach 1433–1437 był wychowawcą synów wojewody krakowskiego Jana Tarnowskiego. Przed 1437 przyjął święcenia kapłańskie. Na dalsze studia wyjechał do Włoch, gdzie przebywał trzy lata. W kancelarii papieża Eugeniusza IV powierzono mu obowiązki muzyka i kopisty. Po powrocie do Krakowa uzyskał w 1439 stopień magistra artium. W Akademii Krakowskiej wykładał poezję klasyczną. Po pobycie we Włoszech osiadł w 1440 w Wieliczce jako proboszcz, utrzymując ścisły kontakt z krakowskim środowiskiem naukowym. Ufundował szpital dla ubogich w Brzesku. Jako kapelan króla Władysława Warneńczyka i notariusz kancelarii królewskiej wziął udział w wyprawach węgierskiej (1440) i warneńskiej (1444). W latach 1440–1450 przebywał na Węgrzech, gdzie przez pewien czas był wychowawcą synów Jana Hunyadyego i przebywał na dworze humanisty biskupa Jana Vitéza. Po powrocie do kraju w 1451 został arcybiskupem metropolitą lwowskim i stworzył w swojej rezydencji w Dunajowie pierwszy w Polsce dwór humanistyczny. Był gwarantem pokoju toruńskiego 1466 roku. Za namową Andrzeja Odrowąża, wojewody ruskiego, zgodził się na sprowadzenie do Lwowa bernardynów. Zmarł 29 stycznia 1477 w Rohatynie koło Lwowa.

wtorek, 17 stycznia 2023

Pielęgnacja i wychowanie małych dzieci według Kitowicza

Die Mutter. Ryt. D. Chodowiecki.

Wychowanie

Pod panowaniem Augusta III. niewiasty podeszłe służyły matkom rodzącym. Zaraz po odłączeniu dziecięcia od żywota macierzyńskiego, kładły je w kąpiel ciepłą z wody i różnych ziółek przygotowaną, w któréj obmyte dziecię obwijały w pieluszki i tę kąpiel do kilku dni z początku, raz lub dwa co dzień, a potém coraz mniéj razy powtarzały; to kąpanie dziecięcia było obowiązkiem baby odbierającéj, potém należało do matki, albo mamki lub piastunki. Zaraz od urodzenia dziecię kładziono do kolebki, wiele razy chciano aby spało, kołysano je, a w dzień je kołysząc śpiewano mu, aby prędzéj usnęło. Tak nauczone dziecię inaczéj nieusypiało, chyba długim płaczem zmordowane, gdy go niemiał kto kołysać; jak się to trafiało dzieciom prostéj kondycyi, lub ubogich rodziców, gdy matka podkarmiwszy je piersią, sama pracą zatrudniona, lada gdzie dziecko porzuciła, czasem na polu w brózdzie przy żniwie, zasłoniwszy je snopkiem od słońca.
W Polszcze zażywano kolebek stojących na ziemi na biegunach, na Rusi i w Litwie wiszących na sznurach. Takie kolebki są wygodniejsze, bo nieczynią żadnego chrobotu, jak te, co na biegunach i rozbujane dobrze, długo się same kołyszą, tak ze kołysząca może się cokolwiek przespać nim kolebka stanie; ale téż za to stłuczenie dziecięcia cięższe, gdy przypadkiem z kolebki rozbujanéj wypadło. Lekarstw wewnętrznych żadnych nie dawano dzieciom przy piersiach będącym, prócz jednych ulepków akkomodowanych do ich choroby, a na zatwardzenie żołądka, kładziono im w otwór tylny czopek z mydła. Gdy zaś wypierały im pachy i łona, zasypowano te miejsca alabastrem skrobanym. Gdy dzieci uczono jeść, karmiono je najprzód papką z chleba, cukru, masła i piwa zrobioną, albo z mąki, lub téż kaszką drobną tatarczaną, daléj zaś wyższego stanu i majętniejszych rodziców dzieciom dawano rosołki z kurcząt, kaszę z mlekiem lub inne jakie lekkie potrawki. Gdy dzieci uczono jeść, najprzód przed podaniem pokarmu układano ich rączki w znak Krzyża Śgo na czole, piersiach i ramionach, a gdy dziecko poczęło wymawiać słowa, natychmiast uczono je pacierza, niepozwalając im żadnego pokosztowania pokarmu, póki się przynajmniéj nieprzeżegnały, a starsze póki choć jakiéj części pacierza nie nauczyły się na pamięć.Ubogie matki i proste chłopianki dzieciom pchały toż samo w gębę, co same jadły: Groch, kapustę, kluski, przeżuwając wprzód w swojéj gębie i studząc dmuchaniem. Niektóre matki jaki trunek piły, naprzykład gorzałkę, takiego i dziecięciu kosztować podawały, mając to uprzedzenie, że gdy tego trunku kosztować będzie z dzieciństwa; potém gdy dorośnie, brzydzić się nim będzie; ale to wielka nieprawda, wyrastali z takich dzieci główni pijacy i pijaczki.

("Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III", Rozdział II - Wychowanie, Jędrzej Kitowicz)

wtorek, 3 stycznia 2023

Białogłowa według Glogera

Portret trumienny Barbary Domiceli Lubomirskiej 1676 r.

Białogłowa, biała (Encyklopedia Staropolska, Z. Gloger) – głowa, białka, pospolita dawniej u nas nazwa niewiasty, kobiety, od białego zawicia (podwiki), które było od czasów lechickich powszechnym zwyczajem narodowym. Wyraz kobieta, lubo równie dawny, a może dawniejszy niż białogłowa, był niegdyś obelżywym, bo znaczył tyle samo co samica, nie - panna. Bielski w „Sejmie niewieścim” wydanym w 1595 roku pisał:

Starajmy się o lepsze z swej strony porządki,
Chociaż może nas zowią: białe głowy, prządki,
Ku większemu zelżeniu – kobieta zowią …..

Obecnie (2 połowa XIX wieku) jeszcze wśród ludu kaszubskiego, który bardzo wiele archaizmów staropolskich przechowuje, wyraz białka stale używany jest w znaczeniu: kobieta, żona. Wyrazu kobieta lud wiejski używa dotąd w znaczeniu dawnem, mianując kobietami swoje żony, ale nigdy córki niezamężne, które gdyby ktoś tak nazwał wezmą to za obelgę. Polacy zawsze byli przeciwni rządom niewiast, bowiem w tradycjach lechickich władcą narodu musiał być wódz rycerstwa. Uznaną przez Małopolan w Wiślicy możność dziedziczenia żeńskiego odpychała nie tylko Wielkopolska, ale cała reszta Polski, zwłaszcza Mazowsze, jak najdłużej – aż do Zygmuntów. (…) Idąc z prądem starych uprzedzeń rzucał każdy kamieniem na wszelki wpływ niewiast na sprawy światowe. Z tych poglądów narodu rycerskiego na panowanie kobiet Karol Szajnocha wyprowadził najniesłuszniejsze wnioski o rzekomem niewolniczem stanowisku białogłowy polskiej w rodzinie. Popiera to argumentami, które bynajmniej nie dowodzą objawów niewolniczości, np. że panny i mężatki w ustawicznej były opiece prawnej, a będąc wdowami potrzebowały kuratorów , że liczyły się one za nic w szlacheckości lub nieszlacheckości małżeństwa, bo mąż szlachcic nadawał lub odbierał szlachectwo żonie. My widzimy w nim tylko porównanie moralnego stanowiska małżonków. Dla bezbronności niewieściej, głowa niewiasty drożej zwykle kosztowała zabójcę niż głowa męzka. Gwałtownik niewiast na łasce królewskiej i rodu pohańbionej zostawał. Kościół polski stawał w obronie czci białogłowskiej wynosząc ją do godności najwyższej. Tak Stanisław biskup krakowski rzucił klątwę na Bolesława Śmiałego za zgwałcenie żony rycerza Kryspjana. Tak Jakób, arcybiskup gnieźnieński wyklina Władysława (Wygnańca) za napaść na młodszych braci, a posiłkujących go Rusinów za zgwałcenie dziewic i białogłów.
Z uwag Polaków opisujących obczyznę najelastyczniej malują się nieraz własne ich stosunki domowe i narodowe pojęcia. Tak np. Jan Chryzoston Pasek wspominając o swoim pobycie w Smorkoweżach na Moskwie pisze, że tam „gospodarz sam tylko sporządza (…) Mieszkałem tam cztery dni, póki posłowie nie nadjechali, a gospodyniej nie widziałem, bo oni tam żony tak chowają, że ich słońce nie dojdzie, wielką niewolę cierpią żony i ustawiczne więzienie”. Wacław Maciejowski w dziele „Polska i Ruś do pierwszej połowy XVII wieku pod względem obyczajów i zwyczajów” pisze w rozdziale „Pobożna niewiasta” pisze: „żona trzymana w rygorze od męża, ale dobrego doznająca obejścia, szanowała go i za życia i po śmierci”. (…)
O białogłowach i białkach mamy przeszło 20 staropolskich przysłów:
1. Białogłowa grzeczna, a wino mocne - z najmędrszego uczyni błazna.
2. Białogłowa ma być rano pobożna, w dzień pracowita, u stołu mądra, miał w pokoju, zawsze ochędożna.
3. Białogłowa obrony szuka w płaczu, mężczyzna w pałaszu.
4. Białogłowie pstro w głowie.
5. Czego bies nie może, przez białogłowę sprawi.
6. Czterech rzeczy najbardziej pragnie białogłowa: gładkości, i dostatku, szat , dobrego słowa.
7. Gdzie zejdą się trzy białogłowy, tam już jarmark gotowy.
8. Kiedy białogłowa ma siedm dziewcząt, jedną po drugiej, już chłopca nie urodzi.
9. Która czyta, śpiewa, gędzie (gra) – z niej rzadko cnotliwa będzie.
10. Co rzecze białogłowa pisz na bystrej wodzie słowa.
11. Lód marcowy – statek białogłowy.
12. Nadobny to jest posag białogłowie, gdy cicha w sprawach i cicha w rozmowie.
13. Najdzikszego zwierzęcia zrozumiesz naturę: białogłowie czart w sercu, drugi wlazł za skórę.
14. U białych głów długie włosy, a rozum krótki.
15. W białej głowie zakochanie, nałóg i towarzystwo – niełatwo zbyt rzeczy.
16. Zawsze radzą dla pokus – ba, i dla obmowy – każdy się strzeż w rozmowach starej białogłowy.
Żona – wyraz ten powstał u pierwszych Lechitów jako oznaczenie niewiasty porwanej, pochwyconej, przygnanej do małżeństwa, jak to było obyczajem narodowym u starożytnych Słowian. Stanowisko kobiety i żony w dawnej Polsce było (…) o całe niebo różniące się od obyczaju Słowian wschodnich i południowych. (…) Szukać sobie żony oznaczało w mowie staropolskiej szukać przyjaciela dozgonnego. W tem wyrażeniu jak słusznie twierdzi W. Łoziński „zawiera się myśl całkowitego zrównania, bez którego nie ma spólności i zupełnego szczęścia w małżeństwie”.

niedziela, 10 kwietnia 2022

Staropolska rodzina

Sokolnik Jana Kazimierza z rodziną.
Mal. D. Schultz (1664).
Staropolska rodzina według Władysława Łozińskiego

"Przeważna część tych obowiązków, które spełniać winny państwo, władze, ustawy, spadała na rodzinę,. Najsurowszy nawet sędzia przyszłości przyznać musi, że rodzina polska spełniała przez wieki ten wielki obowiązek, że była najsilniejszym fundamentem obywatelskim i narodowym i że w najgorszych czasach być nim nie przestała. Kiedy wszystko poszło w gruzy, na niej budowało się nowe życie, przechowała w sobie wiernie wszystko co było warunkiem i rękojmią odrodzenia.
W przeszłości, która nas tu zajmuje, spełniała misję wyrównania, godziła sprzeczności publicznych i prywatnych interesów; była bodzcem i hamulcem zarazem; bodzcem swoją tradycją i ambicją, hamulcem swoją poczciwością i karnością. Można powiedzieć, że topniał w niej i miarkował się porywczy temperament narodowy, poskramiał się wybujały aż do niesforności niezawisły indywidualizm szlacheckiego charakteru. Etyczna siła rodzina była jedynym ratunkiem spraw publicznych; rodzina była też najwyższą, a może nawet jedyną rozstrzygającą instancją opinii w społeczeństwie, którego klątwą była bezkarność i pobłażliwość publiczna. Bardziej niż na wyroku trybunalskim, bardziej niż na sejmikach i na sejmie, na zjazdach i na wyborach, gruntowało się zdanie o ludziach na opinii rodzinnej - nawet banita i infamis długo mógł wyzywać bezbronne społeczeństwo i żartować z wyroków publicznych, ale próg poczciwego domu wytykał kres jego zuchwalstwu, a związek z szanowaną rodziną stawał się dlań niemożliwy. Człowiek wątpliwego charakteru łatwiej mógł odgrywać rolę w publicznym życiu, aniżeli znalezć poczesne miejsce u czyjegoś rodzinnego ogniska, łatwiej mu było zostać urzędnikiem powiatowym, posłem lub deputatem na trybunał, aniżeli spowinowacić się z zacną rodziną, otrzymać rękę córki z dobrego domu, ożenić w nim syna".

("Życie polskie w dawnych wiekach", Władysław Łoziński)

środa, 6 kwietnia 2022

Ojciec według Glogera

Franciszek Maksymilian Ossoliński z synam.
Autor nieznany, lata 70te XVII wieku.
Ze zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie. 

Ojciec
Encyklopedia Staropolska Zygmunta Glogera.

Właściwie po staropolsku „ociec”, tak jak lud wymawia dotąd, wyraz bowiem powstał ze słowa ociekać. Prawo polskie pozwalało ojcu syna karać, albo ukarania sądowego żądać, tylko nie pozwalało go testamentem wydziedziczać. Występne córki oddawano do klasztorów. Pozwolenie ojca i matki na małżeństwo zarówno syna jak córki, bez względu na ich wiek, było zawsze potrzebne. Statut wiślicki pozwalał na wydziedziczenie syna tylko w razie, jeżeli ten targnął się na życie brata lub krewnego dla sukcesyi. Statut litewski uznawał więcej przyczyn, powodujących wydziedziczenie, np. 1) jeżeli syn porwał się na ojca, za co była kara śmierci, 2) jeżeli znacznie skrzywdził ojca na majątku, 3) jeżeli ojcu wytoczył sprawę gardłową, nie w interesie Rzplitej, 4) jeżeli mu odmówił poręki w sądzie, 5) jeżeli złe życie prowadził, 6) jeżeli ojca w starości zaniedbał, 7) jeżeli go z niewoli nie wykupił. Czacki twierdzi, że w ciągu dwuch wieków było tylko 8 wydziedziczeń w aktach litewskich: jedno za zdradę kraju, ale gdy się syn wywiódł (usprawiedliwił) sądownie, ojciec mu przebaczył. Cztery córki wydziedziczono za złe życie, dwuch synów za targnięcie się ręką na rodziców i jednego za niewykupienie ojca z niewoli tatarskiej. Te same winy synowskie uważane były jednakowo i względem matki. Ojciec żony zwał się świekier, pana domu zwano „ojcem czeladnym”. Ks. Pilchowski powiada, że „przodkowie nasi z panów wszelką nienawiść, a z sług wszelką zelżywość otarli, zowiąc pana ojcem czeladki”. Spowiednik zowie się „ojcem duchownym” a papież „ojcem świętym”.
Ojcowic, ojczyc, prawy syn swego ojca, dziedzic gniazda ojczystego, syn ojczyzny, rodak, familjant, ziomek; wyraz używany w przeciwstawieniu do przybysza i cudzoziemca. Stryjkowski pisze:
Scytowie tylko a Indowie sami
W swych ziemiach z przodków trwają ojczycami.
Poddanych, których ojcowie byli jeńcami osiedlonymi na ziemi, prawa polskie i litewskie uważały już za ojczyców. W Vol. leg. (III, f. 962) czytamy: „Wolno obywatelom województwa Smoleńskiego ojczyców smoleńskich i dawnością ziemską zasiedziałych poddanych u sądów dochodzić”. 

poniedziałek, 27 lipca 2020

"Miły i wdzięczny a tobie równy towarzysz"

Stroje pana i matrony polskiej z XVI wieku. 
Podług rycin w dziełach Ferdynanda Bertelli 
i Josta Amona. Rys. J. Kossak.

"Miły i wdzięczny a tobie równy towarzysz"
Gdyby jedyną i rozstrzygającą cechą obyczajowej kultury było stanowisko kobiety, to szlacheckiej Polsce należałby się może z tego tytułu prym między narodami. Stanowisko żony i matki było w całym tego słowa znaczeniu dostojne; wpływ kobiety wielki, często nawet przemożny. Żona "klejnot drogi", żona "miły i wdzięczny a tobie równy towarzysz", żona "ozdoba mężowi", żona "głowy korona" - wszystkie te nazwy spotykane ustawicznie u naszych starych poetów i pisarzy, począwszy od Reja i Kochanowskiego , a skończywszy na najpózniejszych to nie były tylko czcze słowa, jak tyle innych w naszej nie zawsze szczerej literaturze, to była cała prawda; stwierdzają to wszystkie inne, najmniej podejrzane zródła obyczajowe przeszłości: akta sądowe, intercyzy, testamenty, listy poufne, nie mówiąc już o pamiętnikach. Jest to rys naprawdę charakterystyczny, że żonie nadawano zazwyczaj nazwę "przyjaciela". Nie tylko szlachta, ale i wielcy panowie, którzy łatwiej i wcześniej odbiegali od staropolskiego słownika i obyczaju, przyjacielem mianują żonę. Janusz Radziwiłł prosząc króla Władysława IV o pomoc do ręki panny Potockiej, zaklina go, aby nie odmówił, "bo tu nie u urząd, nie o wakancję idzie, ale o wiecznego przyjaciela". Jerzy Ossoliński starając się o Daniłłowiczównę , według słów własnych "szuka przyjaciela jako najdroższy skarb i największe po łasce Boga błogosławieństwo". Franciszek Sapieha, koniuszy wielki litewski, w testamencie swoim z roku 1683 żegna "najmilszego po Bogu przyjaciela, małżonkę Annę z Lubomirskich". Książę Albrecht Radziwiłł, zrzekając się mimo woli ręki wojewodzianki sandomierskiej na rzecz swego synowca; powiada że odstępuje mu "od Boga naznaczonego przyjaciela".
Wojewoda miński Krzysztof Zawisza mówi w swoim pamiętniku, że "cokolwiek ma reputacji u świata i błogosławieństwo od Pana Boga, ma to z osobliwej łaski Opatrzności, że mu dał przyjaciela Teresę Tyszkiewiczównę". Pod tą nazwą przyjaciela kryje się wyraz emancypacji kobiety w najpiękniejszym znaczeniu tego słowa. Widząc w żonie przyjaciela, dawano jej niejako niezawisłość od znikomych warunków upodobania , od młodość i piękności; wymagano od niej nie tylko sentymentu, ale i męstwa, nie tylko serca, ale i rozumu i czynu.
("Życie polskie w dawnych wiekach", Władysław Łoziński)
Obywatel z żoną (XVI wiek). Wzięte z drzeworytu spółczesnego.
Rys. J. Kossak. 

Mikołaj Leon Sapieha

Mikołaj Leon Sapieha herbu Lis (ur. 1644, zm. 1685) - uczestnik bitwy  pod Wiedniem, kolejno: kasztelan wołyński i wojewoda bracławski.   ...